






















Miejsca niezwykłe i piękne są w dzisiejszych czasach również znane. Niestety, ale nie można ich ukryć i uchronić przed masowym najazdem turystów. Dlatego w czasie letnich wakacji nie da się tutaj spokojnie dojść. Tym razem postanowiliśmy przyjść pod Turnie z Vaiolet dopiero na początku jesieni i taką wycieczkę oczywiście wszystkim polecamy.


Tak się złożyło, że Tre Cime znajdują się w Dolomitach Wschodnich, a prezentowane tutaj turnie z Vaiolet, są na drugim zachodnim krańcu gór. W ten sposób każdy ma możliwość rozpocząć poznanie Dolomitów od wycieczki w miejsca najbardziej znane, a następnego dnia wysłać do znajomych widokówkę symbolu gór z podpisem „pozdrowienia z miejsca, w którym wczoraj byliśmy”.
Przed wyruszeniem na szlak polecam tą mapkę ‹ tutaj ›, która jest również na stronie głównej działu Dolomity. Na mapce można zobaczyć orientacyjnie, w którym miejscu się znajdujemy. Proszę sprawdzić lokalizację:
◊ masywy: Catinaccio, Marmolada;
◊ przełęcze: Passo Costalunga;
◊ rejony: Canazei.


Sława dla przyrody jest zgubna, czego przykładem jest asfaltowa płatna droga wybudowana prawie pod same Tre Cime di Lavaredo. Na szczęście od każdej reguły są wyjątki. Kiedy planowałem pierwszy wyjazd w rejon masywu Catinaccio bardzo się zdziwiłem, że do najpiękniejszej doliny tego rejonu nie ma wjazdu. Jak to możliwe, w kraju gdzie wszyscy, wszędzie muszą dojechać?
Jest za to wyciąg krzesełkowy, który pozwala skrócić pieszą wycieczkę o 2 godz. Wycieczka zaczynająca się od wjazdu tym wyciągiem opisana jest w relacji w różanym ogrodzie Catinaccio. W tym dniu pod turnie ruszyliśmy pieszo, co w zasadzie wynika z konieczności, gdyż było już po sezonie turystycznym i prawie wszystkie wyciągi miały przerwę w oczekiwaniu na zimę.


Polecam szczegółowy opis masywu Catinaccio, który jest w głównym dziale serwisu, jakim są Dolomity. Catinaccio to masyw dość duży i bardzo różnorodny, w którym można wędrować kilka dni.
W serwisie są opisane również dwie via ferraty¹ tego rejonu. Zainteresowanych odsyłam do działu Ferraty, a tutaj polecam tylko trasę prowadzącą starą percią na Passo Santner, którą również można dojść pod Torri del Vaiolet.




Uzupełnieniem tego opisu jest ta mała galeria ‹obok›, w której polecam kilka charakterystycznych zdjęć wybranych z drogi prowadzącej pod turnie. Tak się akurat złożyło, że wszystkie zdjęcia zrobiłem w czasie podejścia, kiedy to przed południem świeciło piękne słońce.
Wracając tą samą trasą cztery godziny później, na niebie były już chmury a wielkie kałuże wskazywały, że nieźle tutaj musiało padać.


Nasza wycieczka pod Turnie z Vaiolet zaczyna się na wielkim parkingu przy kolejce linowej w Pera. Kiedy byłem tutaj pierwszy raz wiosną, a wyciąg jeszcze nie kursował, na parkingu czekał BUS, który zabierał turystów do Doliny Vaiolet. Jechał do miejsca oznaczonego na mapie, jako Gardecia. Tym razem już go nie było, widać jesień to nie turystyczna wiosna.
Nie radzę próbować wjeżdżać do doliny samochodem, gdyż za osadą Muncion jest szlaban i dalej się nie pojedzie. Łamać obowiązujących tutaj przepisów, tym bardziej nie radzę.
Proszę również nie jechać do Muncion by tam szukać miejsca do zaparkowania, gdyż takich tam nie ma. A pozostawienie auta przed czyimś domem skończy się srogą karą.


|
|
Pora ruszać na szlak. Z parkingu niestety nie widać celu naszej wycieczki, gdyż do końca Doliny Vaiolet jest około 6 km i to cały czas pod górkę. Ale może to i lepiej. Kierunek naszego marszu wyznacza postrzępiony grzbiet szczytu Larsech ‹obok›, pod którym prowadzi droga w Dolinie Vaiolet. |


Ruszając na wycieczkę z parkingu w Pera proszę się nie sugerować przebiegiem widocznego tutaj wyciągu krzesełkowego. Prowadzi on wprost przez małe zalesione wzgórze, po drugiej stronie drogi. Natomiast szlak nr-546 biegnie bardziej po prawej stronie.
Po przejściu kładką prowadzącą z parkingu nad szosą, idziemy w prawo, aż do mostku. Przechodzimy na drugą, prawą stronę górskiego strumienia i ruszamy do góry, kierując się na widoczny na tych zdjęciach Larsech. Jak skończą się domy, zacznie się ścieżka, która wzdłuż płynącego w dole strumienia wyprowadzi nas na główną drogę prowadzącą przez Dolinę Vaiolet.
Na szczęście jest po sezonie, to na tej drodze nie ma zbyt dużego ruchu, ale w czasie wakacji samochodów „z przepustkami” jeżdżących do schronisk w dolinie jest na pewno dość dużo. Dlatego wtedy jednak lepiej jest podjechać tam wyciągiem.


Po pierwszym odcinku szlaku nr-546, który prowadzi wąską stromą ścieżką przez las, wchodzimy w rejon słonecznych rozłożystych górskich łąk w Dolinie Vaiolet ‹poniżej›.

Soczysta zieleń, piękny dolomit świecący promieniami porannego słońca, niebieskie niebo i białe chmurki nad szczytami, czy jeszcze coś więcej trzeba by wędrować dwie godziny szlakiem do góry?


Wyciąg krzesełkowy z Pera do Ciampedie jest bardzo wygodny. Jedzie się do góry bardzo przyjemnie, ale niestety z krzesełek zobaczymy tylko czubki dolomitowych turni, gdyż wszystko zasłania las, którym prowadzi trasa wyciągu. Niestety, ale nie widać wspaniałych rozległych krajobrazów, jakie można zobaczyć w Dolinie Vaiolet. Można by powiedzieć, że coś za coś.
Kto ma do dyspozycji cały dzień może spokojnie zrezygnować z wyciągu i to z dwóch powodów. Pod Torri del Vaiolet i tak zdąży, a najlepiej jest oglądać je właśnie już po południu, kiedy słońce jest po zachodniej stronie gór. Przedpołudnie można spokojnie poświęcić na spacer Doliną Vaiolet do góry, gdyż tylko wtedy widoczne na zdjęciach turnie Larsecha ‹obok›, są oświetlone pięknym słońcem.


Gdzieś po przejściu połowy doliny przed nami pojawia się najwyższy szczyt tej części masywu Catinaccio. To Cima Catinaccio i jego wspaniała wschodnia ściana ‹poniżej›.

Teraz już dokładnie wiemy ile nam jeszcze pozostało marszu, bo Turnie z Vaiolet znajdują się zaraz po prawej stronie tego pięknego szczytu.


Powoli doszliśmy do górnej części Doliny Vaiolet, a przed nami miejsce oznaczone na mapie, jako Gardecia. Panorama ‹obok› przedstawia widok tej części masywu. Na jej lewym skraju znajduje się ‹niewidoczne› Ciampedie czyli miejsce, do którego dociera wyciąg krzesełkowy z Pery.


Jak widać na panoramie i zdjęciu ‹poniżej› jesteśmy w okolicy charakterystycznego mostka i po raz pierwszy w tym dniu z naszej trasy widać już Torri del Vaiolet.

Widoczna przy mostku tabliczka, to początek ścieżki i szlaku nr-583 prowadzącego na Passo di Laussa w pobliżu szczytu Catinaccio d’Antermoia. Trasa ta prowadzi na początku łatwą ferratą Sentiero delle Scalette przez południowe zbocze pięknego Larsecha.


Po prawej ‹północnej› stronie widocznego na zdjęciach szczytu Cima Catinaccio znajduje się wysoko położony mały kocioł Gartl. Kocioł ten opada szeroką i stromą rynną na wschodnią stronę. Właśnie po północnej stronie tej rynny wznoszą się Torri del Vaiolet ‹obok›. Dojście do kotła prowadzi stromą percią wytyczoną przez środek rynny, która będzie dobrze widoczna na kolejnych zdjęciach.
Jest jeszcze druga droga prowadząca do kotła Gartli. To wytyczona po drugiej ‹zachodniej› stronie grani piękna perć zboczem szczytu. Trasą tą prowadzi średnio trudna ferrata Sentiero attrezzato Passo Santner, która jest opisana ‹ tutaj ›, jako jedna z najładniejszych dolomitowych ferrat.


Gardecia ‹poniżej› to największe centrum turystyczne w tej części doliny. Jak widać, teraz jest wyjątkowo puste i ciche. Dojście tutaj z parkingu w Pera, to dwie godziny ciągłego marszu cały czas pod lekką górkę.

Natomiast z Ciampedie, gdzie dociera kolejka linowa, można tutaj dojść w niespełna pół godziny i to spokojnym spacerkiem. Jak widać różnica jest duża, jest to istotne szczególnie w czasie letnich wycieczek, gdzie większość osób się spieszy.


Spacer słoneczną zieloną dolinką się skończył, jest dużo zimniej niż w Pera. Jesteśmy już na wysokości 2000m. Teraz przed nami zaczyna się pierwszy odcinek typowego stromego górskiego podejścia.

Szlak w dalszym ciągu prowadzi szeroką drogą skierowaną wprost na północ, w cieniu potężnego szczytu Cima Catinaccio. Tylko czubki wysokich Turni z Vaiolet lśnią w słońcu ‹powyżej›.


Uwaga:
Jeżeli przy słowach określających lokalizację zdjęcia, czyli ‹poniżej ∗›, ‹powyżej ∗›, ‹obok ∗› - jest symbol gwiazdki ∗ to oznacza, że po wskazaniu kursorem myszki, na zdjęciu pokażą się znaki objaśniające opis tego zdjęcia.


Szlak nr-546, którym idziemy łączy się ze szlakiem nr-541 i zbliża się do wysokiej skalnej bariery. Ostatni odcinek tego podejścia pokonujemy obniżeniem po lewej stronie.

Jak widać na zdjęciu ‹powyżej ∗› na samej górze pięknej skałki, nad skalnym urwiskiem znajduje się małe schronisko.


To Rifugio Preuss ‹poniżej›. Jest bardzo małe i chyba najładniejsze ze wszystkich schronisk w Catinaccio.

Nasz wyjątkowo słoneczny nastrój tego jesiennego dnia spowodował, że w ogóle nie zwróciliśmy uwagi na ciemne chmury, jakie zakryły całe południowo-wschodnie rejony gór.


Rzut oka na północ w stronę najwyższego szczytu masywu ‹poniżej›, gdzie wierzchołek Catinaccio d’Antermoia tradycyjnie schowany jest w chmurach i ruszamy szlakiem nr-542 do kotła Gartl.

Podpowiem tylko, ze trasa prowadząca w stronę tego szczytu opisana jest w relacji w słonecznym ogrodzie Catinaccio.


Szlak nr-542 bardzo szybko pnie się do góry i schroniska Vaiolet i Preuss ‹poniżej›, bardzo szybko zostają w dole.

Do schroniska Króla Alberta I, które znajduje się na skraju kotła Gartl jest prawie 400m podejścia w pionie i to na wyjątkowo krótkim odcinku.


W prawidłowym wyborze trasy przez te strome kamieniste zbocze pomagają znaki czerwonej farby na skałach i miejscami założone metalowe linki ‹poniżej›.

Proszę sobie wyobrazić, że w czasie letniego sezonu turystycznego na tym szlaku jest jak na schodach metra w godzinach szczytu. Z tym, że akurat są to schody nie-ruchome i trzeba samemu iść do góry lub na dół.


Jesteśmy na skraju kotła Gartl ‹poniżej›, u samych stóp Turni z Vaiolet. Nisko w dole, pod wspaniałymi skalnymi ścianami jest jedna z ładniejszych bardzie znanych dolomitowych dolin, którą tu doszliśmy.

Cztery godziny temu wyruszyliśmy z oddalonego o około 9km parkingu w Pera. Pokonaliśmy 1300m podejścia, a ostatni odcinek zajął nam prawie 60 minut. Na całym szlaku spotkaliśmy dwie grupy turystów, czyli razem pięć osób.


Malutkie jeziorko w kotle Gartl w całej okazałości ‹poniżej›. Na samej górze zakryta częściowo chmurami znajduje się znana Passo Santner.

Na tej wysokiej przełęczy jest maluteńkie schronisko o nazwie takiej samej, czyli Passo Santner. A za przełęczą opada stroma ściana na zachodnią stronę, którą w sezonie podążają dość liczne grupy miłośników ferrat.


Weszliśmy do kociołka akurat wtedy, kiedy chmury całkowicie zakryły Turnie z Vaiolet. Jak można się domyślić takiego jesiennego dnia jak dziś, znajdujące się tutaj schronisko Re Alberto I jest zamknięte.

Co zatem można tutaj robić w taką pogodę? Zaczynamy po prostu buszować w śniegu i lodzie miejscami zamarzniętego jeziora ‹powyżej›.


|
|
Pogoda jest jednak łaskawa i powoli wiatr odsłania nasz dzisiejszy symbol gór. Zaczynamy, zatem robić zdjęcia do domowego albumu ‹obok›. Jak widać na skraju zdjęcia, znajdujące się tutaj schronisko nie ma wyglądu odpowiedniego do swojej nazwy. A ten prostokątny budynek, z daleka wyglądający na betonową kostkę w niczym nie przypomina królewskiej rezydencji. |


Proszę się nie dać zwieść temperaturze, jaka panuje w słonecznie, czy to wiosenne czy jesienne dni w dolomitowych miasteczkach. Kiedy rano na dole w Pera lub Canazei można było chodzić na krótki rękawek i łapać resztki słońca o tej porze roku, tutaj w kotle jest ponad 15 stopni mniej. Czyli zgodnie z zasadą, że każde 100m do góry, to temperatura minus jeden stopień niżej. Przy czym w zasadzie to największe ochłodzenie miało miejsce na ostatnich 400m podejścia.





Od czasu do czasu spoglądamy na skraj kotła i dolinę, którą przyszliśmy ‹powyżej›. Nad szczytami mamy okazję zaobserwować ciekawy taniec chmur i promieni prześwitującego słońca.
O tym, jakie intensywne opady deszczu przeszły w tym czasie przez całą Dolinę Vaiolet, mogliśmy się przekonać już w drodze powrotnej, kiedy to na całej trasie w wielu miejscach znajdowały się przeogromne kałuże wody.


|
A w tym czasie w kotle Gartl nie spadła ani jedna kropla deszczu i wiatr rozwiał wszystkie chmury. Wtedy na tle pięknego niebieskiego nieba mogliśmy zobaczyć cztery słynne Torri del Vaiolet ‹obok›. Podpowiem, że w opisie masywu Catinaccio jest zdjęcie z nazwami tych czterech turni, znanych wśród wszystkich pasjonatów skalnej wspinaczki. |
|


|
|
Na szczęście nisko w dole powoli też zaczyna świecić słońce ‹obok›. Przychodzi pora powrotu. Przed nami ta sama trasa, którą przyszliśmy. |


Strome zejście pokonujemy już dużo szybciej ‹poniżej›, w zasadzie tylko z jedną małą przerwą na kilka zdjęć.

Odradzam ten szlak w dni burzowe, bo może być bardzo niebezpieczny. Również, kiedy jest tu mokro, mogą być problemy z bezpiecznym poruszaniem się na wyślizganych kamieniach.


Już niżej mamy okazję zobaczyć całą Dolinę Vaiolet skrytą w chmurach ‹poniżej›. Teraz już nie mamy wątpliwości, to prawdziwa jesień.

Mamy szczęście, że nie pada, bo czekający nas trzygodzinny powrót w deszczu zepsuł by nam taki piękny dzień i zatarł w pamięci widok Turni z Vaiolet.


Miejscami pojawia się nawet słońce. Tum razem postanowiło zaświecić nad pięknym i wysokim szczytem Catinaccio d’Antermoia ‹poniżej›.

Po niespełna 30 minutach stromego zejścia jesteśmy ponownie przy schronisku Preuss.


|
Robimy małą przerwę przy charakterystycznej figurce, która tutaj się znajduje. |
|


Z reguły się nie spieszymy, gdyż nie warto. Tym razem jest tak samo pomimo tego, że robi się już powoli popołudnie i słońce znika całkowicie za potężną granią masywu.

Czytamy pamiątkowy napis na kamieniu ‹powyżej› i powoli w zadumie ruszamy na dół.


|
|
Spoglądamy na wysoko nad nami lśniące w słońcu czubki dolomitowych turni ‹obok›. I tak to, żegnamy się z tym pięknym skalistym symbolem gór. |


Ponieważ wracamy na wschód mamy okazję teraz cały czas obserwować to, na co rano nie patrzyliśmy prawie wcale, wypatrując uważnie tylko Torri del Vaiolet.
A przed nami w całej okazałości ‹poniżej›, zachodni skraj masywu Marmolady i znajdującą się tam bardzo ciekawą grupę górską Valacia.





Dochodzimy do miejsca, w którym od szlaku nr-546 odłącza się szlak nr-541.

Właśnie idąc dalej szlakiem nr-541 można dojść na Passo de La Zigolade, którą widać po lewej ‹wschodniej› stronie szczytu Mugoni ‹powyżej›.


Jesteśmy już w dolinie Vaiolet na głównej drodze. Gardecia została za nami. Z daleka widzieliśmy tam mały przystanek, do którego zapewne przyjeżdżają turystyczne busy z parkingu na dole.

Robimy jedną z ostatnich małych przerw w tym dniu i szukam dogodnego miejsca na kilka zdjęć i ostatnich panoram ‹powyżej i obok›.


Jak na jesień to jest już późne popołudnie, co widać po niebie na panoramie ‹obok›. Ponieważ jesteśmy jeszcze wysoko, ponad linią lasu z drogi widać bardzo dobrze odległą Marmoladę. To przecież największy masyw w Dolomitach, a my przed sobą mamy tylko jej zachodni skraj.
Na zdjęciu widać długą grań znajdująca się na południowym skraju masywu, wprost nad Passo Pelegrino, tylko tym razem od północnego-zachodu. Na tej panoramie słońce świeci akurat nad ładnym szczytem L’Ort w pobliżu, którego biegnie ciekawy szlak nr-640. To trudna górska perć o nazwie Sentiero G. Badja, która na najtrudniejszym odcinku jest ubezpieczona.
To kolejne interesujące miejsce w Dolomitach, którego jeszcze nie znam, a odkryłem je jak zwykle z daleka. Ale to już specyfika tych gór, że bardzo często ze szlaku widać miejsca dość odległe i przyciągające uwagę.


Ale czasami jest odwrotnie, czego przykładem jest Dolina Marzeń. Jeździłem koło niej kilka razy, zanim raz z ciekawości wąską małą boczną drogą wjechałem w las. Zanim dojechałem na duży parking już wiedziałem, że jest to miejsce warte poznania. Ale to już inna opowieść. Zapraszam do poznania kolejnego symbolu gór, którym jest dolina jak marzenie.


Czas przejścia opisanej trasy:
◊ parking przy kolejce w Pera ‹1320m› ››› Kocioł Gartl ‹2620m› - 4 godz, w tym:
- Pera ›› Gardecia - 2 godz,
- Gardecia ›› Rifugio Preuss - 1 godz,
- Rifugio Preuss ›› Kocioł Gartl - 1 godz,
◊ powrót na parking w Pera - 3 godz.
Podany wyżej czas zawiera wszystkie przerwy na odpoczynki, jedzenie i fotografowanie, jakie robiliśmy na tej trasie.




Słowniczek:
andata - wjazd w jedną stronę,
attrezzato - ubezpieczony, wyposażony, uzbrojony,
baita - szałas, bacówka,
bellissimo - przepiękny, cudny, prześliczny,
bivacco - mały schron turystyczny w wysokich górach, biwak, obozowisko,
brioche - słodka bułka, ciasto drożdżowe,
camoscio - kozica,
campanile - dzwonnica, wieża przy kościele,
cappuccino - słodka kawa z mlekiem,
cima - góra, szczyt, wierzchołek, czubek,
cinque - pięć, piątka,
forcella - przełęcz wysoko w górach np. pomiędzy szczytami, przełączka, widełki,
funivia - górska kolejka linowa,
galleria - tunel, nie tylko ten na drodze,
ghiacciaio - lodowiec,
lago - jezioro,
lungo - długi, daleki,
marmotta - świstak,
monte - góra,
nevaio - pole śnieżne,
nuvola - chmura,
parco nazionale - park narodowy, rezerwat,
passeggiata - widokowa ścieżka, deptak, bulwar,
passo - szeroka, rozległa przełęcz np. między masywami górskimi, również krok,
pista - szlak, trasa narciarska, tor,
rifugio - schronisko, schron, szałas,
ritorno - powrót, droga powrotna,
salita - wjazd, podejście, droga pod górę,
sasso - kamień, głaz,
scesa - zjazd, zejście,
scoiattolo - wiewiórka,
sentiero - ścieżka, dróżka, szlak,
siesta - czas na odpoczynek w porze obiadu,
tabaccheria - kiosk z art. tytoniowymi i gazetami, tam się kupuje mapy i widokówki,
temporale - burza, ulewa, wichura,
torre - wieża, baszta,
valle - dolina,
via ferrata - potocznie: żelazna ścieżka.
