w różanym ogrodzie Catinaccio
Catinaccio, którego lokalna nazwa Rosengarten pojawia się we wszystkich miejscach - to chyba najbardziej oblegany masyw. Tak było również tego letniego dnia, kiedy wybrałem się na szlaki, żeby przejść najładniejsze miejsca Różanego Ogrodu.
 

Relacja ze szlaków w Catinaccio jest uzupełnieniem szczegółowego opisu tego masywu, jaki jest w serwisie w dziale Dolomity. Polecam również galerię zdjęć zachodnie klimaty, w której jest wyjątkowo dużo zdjęć z Catinaccio.

Wybierając trasę na rekonesans pominąłem okolice słynnych Turni Vaiolet, a to dlatego, że miejsca te planowałem przedstawić w opisie ferraty Passo Santner, która tam prowadzi. Jak widać na zdjęciach z galerii pierwszy letni śnieg, musiałem trochę poczekać zanim ponownie ruszyłem w Catinaccio, ale taka kapryśna pogoda w Dolomitach występuje o każdej porze roku.


etap I

Pera ‹1326m› - Ciampedie ‹2000m›


Wycieczkę rozpoczynam od parkingu przy małym wyciągu krzesełkowym w Pera. Dotarłem tutaj z prawie dwugodzinnym opóźnieniem. To oczywiście wynik korku, w jakim stałem pomiędzy Predazzo a Pera. W zasadzie to nie był korek tylko jeden nieprzerwany ciąg samochodów, który tego letniego wakacyjnego dnia jechał z prędkością 10km/h!


Na szczęście parking w Pera to ogromna łąka, na której bez problemu udaje mi się znaleźć wolne miejsce. Z parkingu tylko jeden rzut oka na wyciąg ‹poniżej› i szybko do kasy. Bilet kupuję do Ciampedie, czyli na trzy kolejki, oczywiście tylko w jedną stronę.

Jak widać, nad parkingiem wznosi się ciekawa i bardzo postrzępiona grań Larsech, wzdłuż której prowadzą dwie pierwsze kolejki linowe.


Jadąc spokojnie tymi wyciągami, mogę spokojnie ochłonąć po porannych przygodach na drodze i tych nieszczęsnych korkach. Pora również zacząć podziwiać okolicę Różanego Ogrodu.

Na zdjęciu ‹powyżej› miejsce o nazwie Pian Pecei ‹1810m›. To tutaj zaczyna się ostatni trzeci wyciąg. Wszystkim, którzy planują iść na wycieczkę w stronę Turni Vaiolet lub jeszcze dalej w okolicę przełęczy Principe radzę tutaj rozpoczynać trasę. Nie ma sensu jechać aż do Ciampedie. Można zaoszczędzić trochę czasu i pieniędzy.

Natomiast wszystkim, którzy jeszcze w Ciampedie nie byli, radzę jednak wycieczkę rozpocząć od tego miejsca ‹poniżej›.

Wszystkie widoczne tutaj szczyty i przełęcze są oczywiście przedstawione w opisie Catinaccio, które dokładniej widać na dużej wersij panoramy.

 

Kogo szybko zmęczy hałas i tłum ludzi w tym miejscu, może szybko znaleźć inne spokojniejsze miejsce, z którego widok będzie równie ciekawy. Proponuję drugą panoramę, już bez tego dolomitowego wesołego miasteczka dla dzieci.


Jak widać na zdjęciach pierwszy etap wycieczki mija szybko i bezproblemowo. Pora ruszać na szlaki, a planowana trasa na ten dzień jest naprawdę długa.


etap II

Ciampedie ‹2000m› - Rifugio Preuss ‹2243m›


Zanim ruszę na trasę w stronę schroniska Preuss, postanawiam podejść szlakiem nr-545, który prowadzi na południowy skraj masywu Catinaccio. Trasa ta to dobry wariant podejścia dla wszystkich, którzy planują wybrać się na ferraty prowadzące na wierzchołek Roda di Vael.

Po kilkunastu minutach dostrzegam pierwsze dogodne miejsce do zrobienia zdjęcie południowego skraju masywu. Na zdjęciu ‹powyżej› prawie cała wschodnia strona szczytu Roda di Vael. A na lewym skraju zobaczymy znajdujące się tam schronisko.


Wracam ponownie do miejsca gdzie zaczyna się szlak nr-540, którym ruszam na północny-zachód.

Trasa prowadzi rozległą zieloną doliną Vaiolet, ‹na zdjęciu w prawo› w stronę głównej grani Catinaccio. Pierwszy odcinek szlaku prowadzi wzdłuż małej grani odchodzącej od Passo Cigolade ‹powyżej›.


Ze szlaku nr-540 szybko dostrzegamy cel wycieczki większości spotykanych tutaj turystów. To skalne iglice Torri del Vaiolet ‹2813m› - widoczne niemal na środku zdjęcia ‹poniżej›.

To właśnie z daleka widać je najładniej. Kiedy podejdziemy już blisko nie zobaczymy ich w pełnym blasku. Chyba, że wybierzemy się do wysoko położonego kotła Gartl.


Gdzieś w połowie trasy tego etapu znajduje się miejsce o nazwie Gardecia ‹1950m›. Ponieważ, panuje tutaj jeszcze większy zgiełk niż w Ciampedie ruszam dalej jeszcze szybciej, niż tu przyszedłem. Podpowiem tylko, że można tutaj dojechać minibusem, jaki kursuje z parkingu przy kolejce w Pera. To może być dobra informacja dla tych, którzy nie przepadają za wyciągami. Jak zauważyłem, to bus ten kursuje również przed sezonem turystycznym, kiedy kolejka jest nieczynna.

Gardecia znajduje się pod wschodnią ścianą Cima Catinaccio ‹2981m›, który wszystko przesłania. Ciekawie natomiast prezentuje się z tego miejsca boczna grań prowadząca od szczytu Mugogn ‹2734m› ‹powyżej›. Z lewej strony widać wyraźnie przełączkę Passo da le Zigolade ‹2550m›, przez którą prowadzi szlak nr-541.


Przede mną pierwsze tego dnia podejście. Prowadzi ono szlakiem nr-546 na skalny próg ‹poniżej›, na którym widać z daleka malutkie schronisko Preuss.

Daleko z lewej strony, w dużej perspektywie dostrzegam Turnie Vaiolet. A na szlaku tam prowadzącym dużo, bardzo dużo osób.


Na zdjęciu ‹poniżej› malutkie i bardzo stylowe Rifugio Preuss. Bardzo blisko znajduje się tutaj drugie schronisko Vaiolet.

To koniec drugiego etapu mojego rekonesansu.


To właśnie z tego miejsca można najdogodniej dojść pod Turnie Vaiolet. Prowadzący tam szlak nr-542 jest dość stromy i miejscami mocno zniszczony, choć bardziej pasuje tu słowo rozdeptany. Kilka dni później ścieżką tą schodziłem na dół, a że miejscami leżał wtedy jeszcze mocno roztopiony śnieg, to było dość ślisko. Osobiście przyzwyczaiłem się już do tego, że na takich bardzo stromych dolomitowych trasach używam kijki.


etap III

Rifugio Vaiolet ‹2243m› - Passo Principe ‹2599m›


Etap ten prowadzi w północne rejony Catinaccio do znajdującego się tam schroniska Principe.


Ruszam od schroniska Vaiolet, które tradycyjnie jak ‹prawie› wszystkie inne w Dolomitach, ma pomalowane na kolorowo okiennice. Dodam tylko, że w Bibliotece w folderach znajduje się dokładna informacja o wszystkich schroniskach Catinaccio.

Podpowiem również, że obok znajdujących się tutaj schronisk znajduje się bardzo ładna i stylowa figurka, którą można zobaczyć na końcu tego opisu.


Zanim ruszę szlakiem nr-584 dokładnie na północ, jeszcze jeden widok na Turnie Vaiolet ‹obok›.

Po lewej stronie od Torri del Vaiolet znajduje się mały kocioł Gartl, najlepsze miejsce z widokiem na te słynne iglice.


Przede mną prosta, powoli pnąca się do góry ścieżka i szlak nr-584 prowadzący aż na samą przełęcz Principe ‹poniżej›. Po prawej stronie przełęczy wznosi się najwyższy szczyt całego masywu Catinaccio.

Na ścieżce już nie spotkamy takich tłumów jak poniżej. Szybko tez niknie zgiełk znajdujących się tam schronisk.


W połowie drogi, już bardzo wyraźnie widać całą południową ścianę szczytu Catinaccio d’Antermoia ‹poniżej›.

Wierzchołek najwyższego szczytu Catinacio jest dostępny, gdyż poprowadzono na niego dwie bardzo ciekawe średnio trudne ferraty.


Dochodząc powoli do przełęczy Principe bardzo nieprzyjemną ścieżką po piargach, dostrzegam malutkie schronisko. Jest ono fantazyjnie schowane pod skałami, które zapewne chronią je przed śniegiem i spadającymi kamieniami.

Z okolic schroniska roztaczają się bardzo ciekawe widoki na północ i południe masywu. Można również wypatrzyć początkowy odcinek ferraty.


To już koniec kolejnego etapu. Pozwalam sobie na małą przerwę i jedno z prywatnych zdjęć ‹na samej górze strony›.


etap IV

Passo Principe ‹2599m› - Passo d’Antermoia ‹2770m›


Kolejny etap prowadzi na najwyżej położoną na całej trasie przełęcz. Jest to jednocześnie najwyżej położone miejsce, do którego muszę tego dnia dojść.


Od schroniska Principe ruszam wąską ścieżką po piargach. Szlak nr-584 prowadzi na wschód pod szczytem Catinaccio d’Antermoia.

Na trasie spotykam tylko dwie osoby, które mają zamiar zejść szlakiem nr-583 i łatwą ferratą Sentiero delle Scalette.


W połowie drogi do przełęczy, patrzę do tyłu i sprawdzam ile to już przeszedłem? Jak się okazało z tego miejsca jest to bardzo ciekawy widok, wprost na schronisko Principe ‹poniżej›.

Idąc powoli dalej zauważam jak mocno zniszczone są ścieżki prowadzące po tych piargach. Szczególnie łatwo jest zgubić taki szlak, w miejscu gdzie ścieżka jest mocno rozmyta lub były osuwiska.


Z miejsca, w którym jestem teraz, bardzo ciekawie prezentuje się centralna część masywu Catinaccio ‹poniżej›. Wierzchołek widoczny na środku to słynne Turnie Vaiolet, widoczne od północy.

Po lewej od Torri di Vaiolet, ten wyższy to główny wierzchołek Cima Catinaccio. Natomiast ten po prawej to również Turnia, ale Króla Laurena.


Ścieżka powoli i mozolnie pnie się cały czas w górę. Jest już po południu, ale słońce dalej mocno grzeje. A co najgorsze mały wiaterek nie daje żadnej ochłody, lecz wręcz przeciwnie, niesie drobny dolomitowy pył.

Na szczęście na dolomitowe szlaki zabieram dużo napojów, więc mogę kiedy tylko trzeba przepłukać gardło. Gorzej jest ze sprzętem fotograficznym. Jak się wieczorem okazało, musiałem dość dokładnie czyścić z kurzu i pyłu cały sprzęt jaki zabieram zawsze na szlaki.


Wreszcie jestem na przełęczy Antermoia. Jak zwykle w takich miejscach, o takiej porze - czyli jestem sam. Dostrzegam tylko schodzące z przełęczy dwie osoby. Po kaskach przyczepionych do plecaków domyślam się, że pewnie były na Catinaccio d’Antermoia.

Szybko również zauważam, że zmienia się pogoda. Cały dzień była typowo letnia, czyli większą część nieba zakrywały rozmyte chmury, które tradycyjnie pojawiają się na niebie przed południem. Natomiast teraz widzę, że całe Dolomity na wschodzie ozdabiają na pięknym niebieskim niebie, fantastyczne białe pierzaste obłoczki.


Na przełęczy robię oczywiście małą przerwę i wychodząc z założenia, że dalsza część trasy prowadzi już tylko na dół - opróżniam plecak z większości smakołyków, jakie tam jeszcze były.


etap V

Passo d’Antermoia ‹2770m› - Rifugio d’Antermoia ‹2497m›


 

Wstępnie planowałem, że z przełęczy Antermoia wracać będę łatwą ferratą Sentiero delle Scalette. Ale wtedy nie doszedłbym do schroniska Antermoia, które również chciałem zobaczyć. Jak się później okazało, wybrałem dobry wariant, bo krajobrazy i najładniejsze panoramy jakie zrobiłem tego dnia, były jeszcze przede mną!


Z przełęczy schodzę szlakiem nr-584 na północny-wschód. Przede mną długa Vallon de Antermoia ‹poniżej›, w której akurat teraz, kiedy chmury zakryły słońce jest wyjątkowo ponuro.

Dość szybko pokonuję pierwszy stromy odcinek zejściowy szlaku i jestem już na dole...


... gdzie po prostu nic nie ma poza mną i otaczającą mnie pustką ‹poniżej›.

Idąc dalej zaczynam się zastanawiać, czy wycieczki w takie miejsca to przyjemność, czy kara?

 

Jednak przyjemność! I to jaka. Przede mną widok, którego nigdy bym się tutaj nie spodziewał ‹poniżej›.

Na końcu tej pustej i skalistej doliny znajduje się malutkie jeziorko. To Lago d’Antermoia. Jak widać na zdjęciu, za małym pagórkiem jaki znajduje się zaraz za jeziorem wyrasta potężna Marmolada.


Zaraz za wspomnianym pagórkiem znajduje się Rifugio d’Antermoia ‹poniżej›.

To już kolejny tego dnia etap za mną.


etap VI

Rifugio d’Antermoia ‹2497m› - Pian da le Gialine ‹2183m›


 

Czas powoli ucieka, więc szybko ruszam szlakiem nr-580 w stronę małej przełączki Pas de Dona ‹2516m›.


W połowie drogi tradycyjnie patrzę do tyłu. Jak widać na zdjęciu ‹poniżej› miejsce to w niczym nie przypomina ruchliwego i wesołego Ciampedie, od którego zaczynałem rekonesans kilka godzin wcześniej.

Jak widać Catinaccio to bardzo różnorodny masyw, zarówno krajobrazowo, jak i turystycznie. Jak się okazało doszedłem do miejsca, z którego nie miałem ochoty się ruszyć i gdybym mógł to pewnie bym siedział do wieczora.

 

Szlakiem nr-580 doszedłem do miejsca, z którego roztacza się wspaniała panorama na Dolomity. Nie musiałem długo czekać, od razu zacząłem robić zdjęcia.

Na miniaturce ‹powyżej› jest pełna panorama od Sasso Lungo, przez Sellę do Marmolady.

 

Kolejna panorama ‹poniżej› to zbliżenie na dwa masywy leżące najbliżej, czyli Sasso Lungo - jakże inaczej wyglądające tu, niż w znanych zdjęciach z Passo Sella oraz masyw Sella, który zawsze mi się kojarzy z wielkim ciasteczkiem.

Spostrzegawczych informuję, że ten biegnący na ukos drut to nie feler aparatu tylko lina nośna urządzenia do transportu prowiantu do schroniska Antermoia.

 

Ostatnia panorama to oczywiście Marmolada ‹poniżej›. Jest to wyjątkowe ujęcie, można by powiedzieć, że z profilu, gdyż wyszło idealnie od zachodniej strony masywu.

Dodam tylko, że ten mały ale wyjątkowo stromy szczyt znajdujący się lekko po prawej od środka, zaraz za ciemnymi pagórkami, oświetlony słonecznym światłem, to Colac. Szczyt jest do zdobycia, bo na wierzchołek poprowadzono bardzo ciekawą ferratę.


Po zejściu z przełączki Dona zaczyna się Pian da le Gialine. Te wysoko położone łąki, o tej porze roku to idealne miejsce na foto-polowanie na świstaki. Tym razem w dość krótkim czasie wyśledziłem ich cztery.

Niestety tylko jeden był na tyle blisko, że mogłem mu poświęcić kilka minut ‹obok›.


I tak na łące ze świstakami w tle, zakończyłem już przedostatni etap tego rekonesansu.


etap VII

Pian da le Gialine ‹2183m› - Pera ‹1326m›


Tradycyjnie końcówka to powrót, jak zwykle długi i oczywiście związany z zejściem z dość dużej wysokości. Etap zaczynam na krzyżówce szlaków nr-580 i nr-577.


Schodzę szlakiem nr-580. Dolina Udai jest długa, mocno podcięta i początek zejścia jest dość stromy. W takim zejściu bardzo przydają się kijki.

Miejsce, do którego muszę dojść to duża jasna polana na środku zdjęcia ‹powyżej›. Właśnie tam, 5km dalej mierząc w linii prostej jest parking w Pera.


Zanim szlak wejdzie w gęsty las, z którego nic już nie będzie widać, można nacieszyć oko. Pierwszym szczytem, który mi towarzyszy na szlaku to oczywiście Sella i jej zachodnia piękna ściana ‹poniżej›.

Tak się szczęśliwie złożyło, że tego lata mieliśmy okazję wejść na najwyższy szczyt tego masywu. Turystycznie nie jest to wielki wyczyn, bo znaczną część trasy pokonaliśmy kolejką linową, ale zainteresowanym polecam ten opis ‹ tutaj ›.


Ostatnią część trasy pokonuję szlakiem nr-579. Prowadzi on już w zielone doliny, które otaczają Catinaccio od wschodu.

Przede mną kolejne z ciekawych miejsc, w którym jeszcze nie byłem ‹powyżej›. Jest to mały skalny masyw, jaki tworzą dwa szczyty: Sass da les Doudes ‹2446m› i Sass da les Undes ‹2517m›. Oba znajdują się na samym południowo-zachodnim skraju wielkiego masywu jaki tworzy Marmolada.


Końcówka mojego rekonesansu to dojście przez osadę Muncion do wielkiego parkingu w Pera.


podsumowanie


 

Nie podaję czasów przejścia poszczególnych etapów, gdyż nie są one obiektywne, a to z powodu ilości zdjęć, jakie robię. W trakcie tego rekonesansu zrobiłem ich prawie 1GB.

Natomiast uważam, że na szlaku idę w miarę równym i standardowym tempem turysty górskiego. Na cały rekonesans, czyli przejście od Ciampedie do parkingu w Pera potrzebowałem 7 godzin. Do tego należy doliczyć prawie godzinę na dojazd trzema kolejkami linowymi.

Zatem dobry piechur ruszając wcześnie rano na tą trasę, może spokojnie doliczyć 2,5h na dojście do kotła Gartl i zobaczenie Turni Vaiolet. W ten sposób można poznać prawie całe Catinaccio jednego dnia.

Osobiście jednak uważam, że lepiej jest poświęcić na Catinaccio dwa dni. Pierwszy to rejon południowy, od Passo Costalunga. Natomiast drugi, to właśnie wycieczka do kotła Gartl i powrót trasą przez Passo Principe.

Na końcu pozwoliłem sobie zamieścić jedno wyjątkowe zdjęcie ze szlaku w Catinaccio.

Uwaga:

W Vademecum na stronie z mapkami oraz ‹ tutaj › znajduje się mapka masywu Catinaccio.

Trasa rekonesansu w masywie Catinaccio jest na mapie: Tabacco nr-06.

Prawa autorskie  © 2006-2012  wdolomitach.pl  Wszelkie prawa zastrzeżone
strona główna