ścieżką Schustera przez Sasso Lungo
Sasso Lungo to taka malutka, dolomitowa perełka. Znajduje się tutaj tylko jedna ferrata, ale nie spotkamy na niej dużo turystów. Jest ona trudna i przebiega w mało dostępnej części masywu, dlatego każdy tutaj może nacieszyć się ciszą i urokiem tych wspaniałych skalnych turni z bardzo bliska.
 

Większość turystów ogląda Sasso Lungo tylko z Passo Sella, ewentualnie spaceruje pod jego południowymi ścianami, po czym jedzie dalej. Polecam galerię górskich panoram, na których znajduje się Sasso Lungo. Wszystkim, którym się ten masyw spodoba podpowiem, że niestety ale nie ma nich niezwykłego wnętrza masywu, przypominającego ogromną podkowę.

Na wycieczkę szlakami przez Sasso Lungo, rusza już niezbyt liczna grupa miłośników pieszych wędrówek. A jest to trasa bardzo ładna, której opis znajduje się w dziale Szlaki. Jeszcze mniej osób rusza na trasę ferraty, poprowadzonej starą górską percią, wytyczoną ponad 100 lat temu przez dwóch przewodników, czyli O. Schustera i H. Lorenzo.

Przejście całego Sasso Lungo, z wejściem ferratą na wierzchołek szczytu Sasso Piato to jedna z najładniejszych dolomitowych tras. A to, że opis tej trasy jest trzecim w kolejności, wcale nie znaczy, iż jest od poprzednich dwóch mniej ciekawy.

Uzupełnieniem tego opisu jest galeria Sasso Lungo. Do tego tytułu, postanowiłem nie dodawać przymiotników, bo jaki jest ten masyw, to widać na zdjęciach. Galeria składa się z trzech części.

Pierwsza, to krajobrazy z wycieczki szlakami przez cały masyw. Część druga, to zdjęcia tylko z trasy ferraty. Ostatnia, trzecia część to zdjęcia z wierzchołka Sasso Piato. Przedstawione tam krajobrazy zostały opisane nazwami i prezentują wszystkie okoliczne, wspaniale widoczne masywy.


w drodze na Passo Sella


Przez ostatnie trzy dni, nad Dolomitami przechodził zimny deszczowy front, a w webcamerach nic nie było widać. Dziś ma być słońce. Dlatego już wcześnie rano ruszam na Passo Sella. W ten sposób będę mógł bez problemu znaleźć miejsce i zaparkować auto.


Od samego rana wita mnie całkowicie bezchmurne niebo. Już za Canazei dostrzegam, że całe góry położone od Marmolady na północ, zasypane są świeżutkim bieluteńkim śniegiem.

Około 1km od przełęczy Sella, zjeżdżam na pobocze i zaczynam robić pierwsze tego dnia zdjęcia 〈powyżej〉. Nieskazitelnie czyste powietrze oraz biały puch na trawie, robią wspaniałe wrażenie.


Taki letni śnieg na południowych stokach, topi się błyskawicznie i do wieczora nie będzie po nim już żadnego śladu.

Ale na Marmoladzie, szczególnie na jej północnej stronie 〈powyżej〉 to utrzyma się dość długo.


Jak widać, to jakieś dziwne szczęście, gdyż to już druga ferrata, którą mam zamiar przedstawić jako najładniejszą dolomitową trasę, a będzie przysypana letnim śniegiem.

 

Taka wspaniała pogada, w środku lata zdarza się w Dolomitach wyjątkowo rzadko. W zasadzie to jest tylko wtedy, kiedy wcześniej nad górami przechodzi deszczowy i zimny front pogodowy. A właśnie po nim, nad szczytami przez 2-3 dni jest takie wymarzone do wycieczek i zdjęć niebo. Polecam nową panoramę Królowej Dolomitów, jaką wtedy miałem okazję zobaczyć z rejonu przed przełęczą Sella.


etap I

Passo Sella 〈2244m〉 - Rifugio Passo Sella 〈 2174m〉 - Forcella Sassolungo 〈2681m〉


I tak po krótkim, nie planowanym przystanku przed przełęczą, jadę za Passo Sella i na poboczu, w rejonie wielkiej wstrętnej tablicy z nazwą tutejszego regionu, parkuję auto.


Tradycyjnie małe śniadanko, poranna kawa i w drogę. Na termometrze zero stopni i pogoda wymarzona, jak na trasę przez całe Sasso Lungo 〈obok〉.

Jeszcze tylko jedno szybkie zdjęcie do domowego albumu i o godzinie 9-tej ruszam w stronę Forcella Sassolungo.


Jak widać na zdjęciu 〈obok〉, szlak na przełęcz wygląda bardzo ciekawie. To właśnie ścieżka biegnąca zakosami do góry przez cały żleb, jest najbardziej zasypana śniegiem.

Dzisiaj na pewno tutaj nie zobaczę baraszkującego świstaka, którego widzieliśmy kilka dni wcześniej.


Na całej trasie na przełęcz spotykam tylko dwie osoby, które akurat wracają na dół.

Szkoda, że nie zwracałem uwagi na wagoniki kolejki linowej, którą tego dnia od samego rana podążały w górę tłumy turystów.


Pomimo tego, że kilka dni wcześniej przeszedłem już raz tą trasę, nie wyobrażam sobie, bym dziś robił sobie takie skróty i ułatwienia kolejką. Sasso Lungo jest zbyt piękne, żeby je przejechać kolejką, a potem przebiec jak najszybciej.


etap II

Forcella Sassolungo 〈2681m〉 - Rifugio Vicenza 〈2253m〉


Ten etap, to mały spacer z górki po lodzie i śniegu, trasą przez dwa schroniska, jakie są w środku Sasso Lungo.


Pierwsze, co dostrzegam po wejściu na przełęcz, to bardzo duża grupa wycieczki, która jak widać z ubioru i zachowania przyjechała tutaj na letnie dolomitowe wakacje.

Dopiero, kilka kroków od schroniska, otwiera się pełna panorama na północ 〈powyżej〉. Szlak jest dość mocno zasypany śniegiem i miejscami oblodzony. A na dodatek, niestety również zablokowany, przez pierwszą grupę tej ogromnej wycieczki.


Zauważyłem dwie osoby, które postanowiły wytrasować nową ścieżkę i wykorzystując kijki zbiegają zakosami, z prawej strony pierwotnego szlaku. Ruszam oczywiście za nimi i jak szybko dostrzegam, to właśnie warstwa zmarzniętego śniegu powoduje, że biegnie się bardzo sprawnie.

Jestem już w połowie drogi pomiędzy schroniskami. Za mną przełączka Sassolungo 〈z lewej strony〉 oraz jedna w wysokich dolinek pod szczytami głównej grani 〈powyżej〉.


A przede mną 〈poniżej〉, stromo w dół prowadzący szlak nr-525 i północny skraj masywu oraz dach schroniska Vicenza.

Na zdjęciu, na wprost widać końcówkę ogromnej grani, jaka zamyka podkowę Sasso Lungo od zachodu. Grań ta prowadzi w lewo, aż do wierzchołka Sasso Piato.


Trasa wycieczki szlakami obchodzi tą grań od północnej, zewnętrznej strony. Natomiast na ferratę trzeba dojść w lewo, ścieżką prowadzącą przed tą granią, w stronę wysoko położonej dolinki.


etap III

Rifugio Vicenza 〈2253m〉 - początek ferraty 〈około 2500m〉


Na tarasie Rifugio Vicenza kończę etap drugi i zaczynam trzeci. Tutaj oczywiście robię sobie przerwę na drugie śniadanie.


Wysokość, na której znajduje się schronisko 〈poniżej〉, to akurat granica śniegu, gdyż poniżej już go prawie nie ma.

Jak zauważyłem, to w dniu dzisiejszym prawie wszyscy turyści przyszli tutaj od strony północnej.


Z małą kawą uciekam na kamienie, jakie znajdują się opodal schroniska i zaczynam obserwować dolinkę 〈poniżej〉, w którą zaraz ruszę na kolejny etap tej wyprawy.

Jak na razie, to nikogo nie widzę na szlaku, czyżby pogoda i opady śniegu wygoniły stąd wszystkich miłośników ferrat?


Od schroniska idę ścieżką cały czas pod górę. Jednak na śniegu są ślady, zatem ktoś już dziś na feratę poszedł. Szybko oddalam się od schroniska i turystycznej części masywu.

Za sobą mam wschodnią część środka masywu tą, w której znajdują się szlaki turystyczne. Jestem na wysokości skalnej grzędy, która wyraźnie dzieli wnętrze masywu na dwie wąskie i strome doliny.


Powoli obchodzę skalną grzędę 〈obok〉. Schronisko zostaje już dość daleko w dole i go nie widać.

A przede mną otwiera się piękna, górna część dolinki, cała otoczona wspaniałymi szczytami.

Uwaga: to od tego miejsca, zaczynają się zdjęcia drugiej części galerii ze zdjęciami z ferraty.


Uwaga:
Jeżeli, przy słowach określających lokalizację zdjęcia, czyli 〈poniżej ∗〉, 〈powyżej ∗〉, 〈obok ∗〉 - jest symbol gwiazdki    to oznacza, że po wskazaniu kursorem myszy, na zdjęciu pokażą się znaki objaśniające opis tego zdjęcia.


Teraz jestem dużo bliżej i dostrzegam wysoko w dolinie dwie postacie. Są u podstawy ściany w miejscu gdzie ścianę przecina ogromny komin 〈poniżej ∗〉.

Zaczynam robić zdjęcia. Nie jest to miejsce, na idealną panoramę, ale ją również robię, może się potem przydać do przedstawienia całej trasy ferraty.


Jestem w miejscu, z którego po raz ostatni widać dość duży fragment ściany Sasso Piato. Jak podejdę bliżej, niestety widzieć będę już coraz mniej, czyli malutki początkowy fragment ściany i to w bardzo dużej perspektywie.

Robiąc zdjęcia dostrzegam, że są tam dokładnie dwie dwójki 〈powyżej ∗〉. Zanim skończyłem, to pierwsza z nich rozpoczęła wspinaczkę ścianą, dokładnie w stronę tak jak na strzałce.


Ruszam dalej pod górę, przez dolinę zasypaną śniegiem 〈obok〉, który pomimo tego, że jest środek lata skrzypi pod moimi butami.

Nawet nie przypuszczałem, że pomimo mrozu, jaki tu panuje i śniegu, słońce tak potrafi palić. Na szczęście, w plecaku mam krem z filtrem i coś na wyschnięte gardełko.


Przeszedłem już ponad połowę doliny i jestem coraz bliżej ściany. Dostrzegam wtedy, że obie dwójki są już na trasie ferraty 〈obok ∗〉.

Jak się przekonałem po dojściu pod samą ferratę, to przede mną na trasie były dokładnie trzy dwójki.


Im bliżej ściany Sasso Piato, tym podejście robi się coraz bardziej strome 〈obok〉. Słońce świeci coraz mocniej.

Proszę pamiętać o tym, by zabierać na takie wyprawy dobre okulary z filtrem UV, bo odblask od śniegu jest bardzo mocny.

Zwalniam również tempo marszu, nie mam zamiaru dojść i paść pod ścianą, bo trudności, to właśnie tam się zaczynają.


Ostatnie metry, pokonuję już po bardzo stromym śnieżnym zboczu 〈poniżej〉. Ciekaw jestem jak długo ten śnieg się tu utrzyma. Może przetrzyma całe lato, bo jak się przekonałem to w Dolomitach, śnieg szybciej topnieje od ciepłych deszczów, niż od słońca.

Otoczenie jest fantastyczne. A na dodatek, na śniegu nie ma żadnych śladów, za wyjątkiem pojedynczych prowadzących w stronę, w którą właśnie idę.


Jestem pod Sasso Piato, w miejscu gdzie rozpoczyna się ferrata i widzę dokładnie początek poręczówki 〈obok ∗〉. Jeszcze kilka kroków i zrzucam plecak.

Spotykam tutaj trzecią dwójkę. Na powitanie słyszę czech, co wzbudza mój uśmiech, bo takie pytanie w tym roku słyszę już któryś raz. Kiedy im mówię skąd jestem, kręcą głowami z niedowierzaniem.

Nieco z boku szukam dogodnego miejsca do małego odpoczynku i przebrania się. Zawsze staram się to robić w miejscu, nienarażonym na spadające kamienie, których na ferratach jest z reguły dość dużo.


etap IV

początek ferraty 〈około 2500m〉 - wierzchołek północny Sasso Piato 〈2958m〉


Z zestawu panoram Sasso Lungo, jaki znajduje się na samym początku, jeszcze raz polecam panoramę od zachodu. Na pierwszym planie, widać tam bardzo rozległy Sasso Piato. Przypomina on duży półokrąg, który stanowi skrajną, zachodnią część podkowy całego masywu. Ten dość płaski szczyt, ma dwa wierzchołki, z których południowy jest wyższy tylko o 6m. Ferrata natomiast prowadzi na północny. Ponieważ zachodnia, ściana jest dość płaska, nie ma problemu z przejściem pomiędzy wierzchołkami. Trzeba tylko umiejętnie wyszukać wśród skał i głazów odpowiednią drogę. Należy również uwzględnić czas na przejście, gdyż wierzchołki są oddalone o około 750m.


Sentiero Oskar Schuster - wstęp


 

Postanowiłem opis ferraty podzielić na trzy charakterystyczne odcinki. Pierwszy z nich widać dokładnie na zdjęciach, jakie zrobiłem ze skraju dolinki 〈poniżej ∗〉. Prowadzi on filarkiem, jaki opada z małej przełączki, nad którą sterczy taka ładna mała skalna piramida, przypominająca z daleka nieco klasycznego żandarma. Kolejne etapy prowadzą powyżej i niestety, ale będą widoczne tylko na zdjęciach z trasy.



Legenda:

  ◊  gwiazdka:
     -  żółta - miejsce, w którym zaczyna się ferrata,
     -  pomarańczowa - przełączka pod żandarmem i początek drugiego odcinka ferraty;
  ◊  strzałki:
     -  jasno zielona - mały filarek, którym prowadzi pierwszy odcinek ferraty,
     -  ciemno zielona - kierunek dalszej trasy ferraty.


Polecam, nieco większą wersję tej małej panoramki, gdyż jest to właśnie zdjęcie złożone z kilku pionowych kadrów.


Sentiero Oskar Schuster - część I


Pierwszy odcinek ferraty prowadzi skalną ostrogą, odstrzeloną od ściany Sasso Piato 〈poniżej ∗〉. Ma ona kształt małego filaru opadającego od skalnego żandarma. Poprzecinana jest w kilku miejscach małymi, ale głębokimi żlebikami, dość mocno jeszcze zasypanymi śniegiem.

Na zdjęciu widać cały ten odcinek trasy, patrząc od południa, czyli z przodu. Większa panorama, nieco wyżej, prezentuje ten sam odcinek ferraty, lecz w widoku od wschodu, czyli z boku.


Legenda:

  ◊  gwiazdki:
     -  żółta - miejsce, w którym zaczyna się ferrata,
     -  pomarańczowa - przełączka pod żandarmem i początek drugiego odcinka ferraty;
  ◊  fioletowa strzałka - poręczówka na początku ferraty,
  ◊  czerwone strzałki - miejsca oznakowane czerwoną farbą na skałach,
  ◊  zielone kreski - orientacyjna trasa ferraty.


Na wstępie uwagi, które wyjaśnią dalszy opis i zrozumienie zdjęć.

Po pierwsze trasa, po której pokonuje się ferratę, zależy od tego czy w żlebach są jeszcze pozostałości śniegu. Na tym odcinku są trzy małe śnieżne pola w żlebach, które przechodziłem. Dwa pierwsze nie nastręczają trudności, ale trzecie ostatnie, jest bardzo strome. Po znakach farby na skałach widać, że ferrata biegnie na tym fragmencie kilka metrów dnem żlebu. Na początku lata był on zasypany jeszcze bardzo mocno. Ale to już lato, dlatego pomiędzy warstwą śniegu a skałami, powstały dość głębokie szczeliny. Z tego powodu, przeszedłem na skały po prawej stronie żlebu i nimi kontynuowałem wspinaczkę.

Ferrata jest trasą trudną i na taką wygląda. Co prawda trudności skalne tego stopnia nagromadzone są nieco dalej, ale od samego początku podstawowym problemem jest odpowiedni wybór trasy. Poręczówka zaczyna ferratę, ale kończy się bardzo szybko, bo po kilkunastu metrach. Na tym odcinku pozostałej do przejścia pierwszej części, musimy kierować się znakami czerwonej farby. Dla kogoś, kto ma problemy z określeniem stopnia trudności skał znajdujących się nad nim i wyborem odpowiedniej trasy, może to stanowić bardzo istotny problem. Z reguły, te kilka metrów pomiędzy dwoma znakami, można przejść na kilka sposobów. Czasami zdarzają się sytuacje, że będąc przy jednym znaku, nie widzimy następnego, tylko musimy zrobić kilka kroków by go dostrzec. Raz miałem wątpliwości czy idę dobrze, a to z powodu śniegu, który zakrył kilka znaków po kolei.


Kask na głowie, uprząż dopasowana, karabinki w łapach. Oczywiście nieodłączny aparat na piersiach. Do południa zostało dokładnie 15 minut, zatem pora ruszać.

Bardzo jestem ciekaw tej trasy. Na początek wita mnie mocno zamontowana poręczówka 〈obok ∗〉. Nie dziwi mnie ona w tym miejscu, bo skała jest mocno wypłukana i śliska.

Dostrzegam również cały szereg czerwonych plam na skałach, zatem widzę kierunek, w który będę szedł.


Poręczówka tak jak szybko się zaczęła, równie szybko się skończyła. Po przejściu tego odcinka, jaki widać na poprzednim zdjęciu, wkraczam do pierwszego małego żlebu i przechodzę go na drugą, lewą stronę 〈obok〉.

Teraz widzę dokładnie dwa pierwsze śnieżne pola, którymi będę przechodził.

Po przejściu pierwszego pola, znowu przechodzę na skały po prawej stronie żlebu.


Po skałach idzie się bardzo przyjemnie. Skała jest sucha i ciepła od mocnego słońca, jakie dziś jest na niebie. Po opadach śniegu nie ma ani śladu. Widać, że to południowa strona gór. Na zdjęciu 〈poniżej ∗〉 końcowe metry drugiego pola śnieżnego.

Pamiętam, że w miejscu, gdzie trasa ostro skręca w prawo, dość długo musiałem szukać następnych znaków na skałach. Nawet kilka metrów przeszedłem dla sprawdzenia w lewo.


Jestem w głębokiej skalnej rozpadlinie, w miejscu oznaczonym drugą strzałką na zdjęciu poprzednim. To trzecie śnieżne pole na mojej trasie. Patrząc na zdjęcie 〈obok〉, teraz idealnie widać, że śnieg na ferracie wymusza odpowiedni dobór trasy.

Nie dochodzę do widocznego na skałach, na środku znaku, tylko od razu przechodzę na prawo. Tam po stromej, ale dość dobrze urzeźbionej skale kontynuuję wspinaczkę.

Jak się po kilkunastu metrach przekonałem, to dobrze wybrałem wariant dalszej trasy. Po przejściu tego fragmentu, dalsza trasa prowadzi skałami po prawej stronie bardzo stromego i zaśnieżonego żlebu.


Idę dalej w górę, skałami po prawej stronie żlebu. Początkowy odcinek jest dość stromy, nieco później robi się już troszeczkę bardziej płasko. Wychodzę na malutką przełączkę, za żandarmem.

Na zdjęciu 〈powyżej ∗〉 widok z góry na końcowe odcinki trasy, którą przeszedłem przed chwilą.


Jestem na przełączce pod żandarmem 〈poniżej ∗〉. Pora na przepłukanie, całkowicie wyschniętego gardła. Napój z butelki, którą mam w bocznej kieszeni plecaka, jest jak z zamrażarki.

Tylko, dlaczego mi tak gorąco? To chyba wrażenia z tej wspinaczki i pięknych turni akurat przede mną, jakie widzę patrząc na południe.


Jestem na wysokości około 2650m. Przejście pierwszego odcinka zajęło mi 45 minut.

Pogoda jest taka piękna, a miejsce wspaniałe 〈obok ∗〉, że nie mam zamiaru ruszać się stąd, przez co najmniej pięć minut.

I tyle mi zajęło fotografowanie wszystkich turni, dookoła jakie tam były, wśród których jest Sas da Mesdi.


Sentiero Oskar Schuster - część II


Pora ruszać dalej. Droga, którą już mam za sobą była bardzo ciekawa, ale dość wymagająca. Ciekaw jestem, co czeka mnie teraz?


Ruszam ścieżką w cieniu, pod dość stromą ścianą szczytu 〈obok ∗〉. Widzę z daleka ślady na śniegu, który zalega w stromym żlebie.

W połowie, żleb przecina mała skalna grzęda, a ślady znikają za nią. Zatem dalsza droga musi prowadzić w lewo w górę, tak jak wskazuje to strzałka.


Jestem na śnieżnym polu, które zalega żleb i zbocze pod nim 〈obok〉. Jest dość strome, ale śnieg jest mocno zmarznięty i stabilny.

Odczepiam kijki od plecaka. Zasada, to mocno wbite kijki, jeden krok, kijki do przodu, następny krok. W momencie przeniesienia ciężaru ciała z jednej nogi na drugą, kijki staram się trzymać mocno wbite w śnieg.

Po widocznych śladach, powoli ale stabilnie i bezpiecznie przechodzę to miejsce.


Patrzę do tyłu 〈poniżej ∗〉, na to największe i najbardziej strome śnieżne pole na całej ferracie, które właśnie przeszedłem. Z góry wygląda jeszcze bardziej ciekawie, niż z dołu.

Po raz ostatni, widzę również małego żandarma i przełączkę, na której nie tak dawno sobie odpoczywałem.


Szybko ruszam dalej, przecież do szczytu mam jeszcze daleko. Według czasu, jaki już jestem na ferracie, powinienem być w połowie drogi.

Wchodzę w stromą ścianę. Skała jest sucha, śniegu nie ma, co pewnie jest zasługą tego, że jeszcze świeci tu słońce. Patrząc do góry, widzę przed sobą coraz więcej cienia, jaki daje wierzchołek Sasso Piato.

Na zdjęciu 〈obok ∗〉 fragment drogi, którą już mam za sobą. Strzałki pokazują ślady farby. Za wyjątkiem pierwszego odcinka na starcie, nadal nie ma poręczówki do autoasekuracji.


Ściana robi się coraz bardziej stroma, z gładkiej przechodzi w poprzecinaną małymi ostrymi grzędami 〈poniżej ∗〉. Trasa zmienia kierunek z północnego na zachodni i od tego miejsca, większość prowadzi już w całkowitym cieniu.

To dopiero drugie miejsce z ubezpieczeniem na całej trasie, którą już mam za sobą.


Patrzę na dalszą trasę i widzę, że dość trudnym trawersem znika ona za następnym stromym filarem, który tutaj opada.

Zatem to ostatnia okazja na piękne widoki z tego miejsca ferraty, na otaczające mnie wspaniałe szczyty masywu 〈powyżej ∗〉.


Ten odcinek nie był długi, gdyż do filarka doszedłem po 30min. Następne pięć minut znowu poświęciłem na fotografowanie. Bardzo mi przypadł do gust wierzchołek Il Dente, czyli ząb, 〈na zdjęciu wyżej oznaczony gwiazdką〉, na czubku którego dostrzegłem wspinaczy.


Sentiero Oskar Schuster - część III


Ostatnie zdjęcie, jakie robię z tego miejsca 〈poniżej〉, prezentuje bardzo ładny taras na południowym skraju Sasso Piato. Biel tego śniegu jest po prostu idealna.

Ruszam w stronę bardzo ciekawego filara, z dość ostrym żebrem. To ostatnia część ferraty. Według moich wyliczeń do wierzchołka mam około 125m wysokości.


Zdjęcie 〈poniżej ∗〉 wymaga komentarza, gdyż według mnie, ten fragment ferraty jest kluczowym. Dwie strzałki na górze zdjęcia, wskazują na miejsce, jakie widać na zdjęciu nieco wyżej, czyli tym przed krajobrazem ze szczytami.


Ferrata po krótkim trawersie dochodzi do filaru, który trzeba obejść. Kant jest dość ostry, wyjście jest do góry. Jest to miejsce trudne, ale jak widać na zdjęciu ubezpieczone. Poręczówka jest mocna i dobrze napięta.

Ten fragment przeszedłem wykorzystując poręczówkę na pierwszych metrach. Mocne chwyty na prawą rękę, czyli w kierunku w jakim się idzie oraz dobre stopnie powodowały, że nie trzymałem się cały czas liny ani nie stawałem na tym wystającym metalowym bolcu z kółkiem.

Jestem akurat średniego wzrostu, ale miejsce i wysokość zamontowania tego bolca mi nie pasowało. Ponad bolcem są dobre stopnie, a za bolcem nic nie ma, trzeba zatem zrobić pewny i duży krok w górę. Na dodatek, gdybym na nim stanął to zamiast mieć pewne chwyty w rękach, wisiałbym na nich dość mało stabilnie. Możliwe, że bolec jest tak zamontowany, by lina poręczowa była akurat na wysokości twarzy.

Dlatego radzę na tym odcinku, uważać szczególnie i przejść go bardzo spokojnie, nie spieszyć się. Myśleć i przewidywać każdy następny krok. Wyjście na półkę, za gzymsem musi być pewne, bez utraty pewnych punktów podparcia.

Na dalszej trasie jest jeszcze kilka trudnych skalnych miejsc podobnych do tego.


Dalsza trasa ferraty, to już dojście do kopuły podszczytowej. Szerokie i zaśnieżone żleby, jaki były niżej, teraz częściej przyjmują formę stromych skalnych rozpadlin i kominków.

Jeden z nich, jak widać na zdjęciu 〈obok ∗〉, jest zasypany zamrożonym śniegiem aż po samą poręczówkę.


Kolejna stroma wspinaczka i znajduję się na małej skalnej półce 〈obok ∗〉.

Nie ma specjalnie wiatru, ale ponieważ znajduję się pod stromą wschodnią ścianą szczytu, roztopy powodują, że coraz częściej zaczynają lecieć małe lodowe sople. To efekt tego, co spadło i zamarzło na ścianie przez ostatnie dni.

Tak się składa, że ja i mój kask jesteśmy przez jakiś czas na drodze tych sopelków. To znak, że nie ma co marudzić, tylko trzeba iść dalej.


Ferrata prowadzi dalej w dość trudnym skalnie i stromym terenie. Wszystkie kluczowe odcinki są jednak ubezpieczone. Nawet takie, które można przejść dość pewnie.

Jak widać na zdjęciu 〈obok ∗〉, skończyła się strefa śniegu, a zaczęła śniegu i lodu.

To najbardziej oblodzony i z tego powodu bardzo niebezpieczny odcinek ferraty. Tutaj poręczówka nic nie pomoże. Ten odcinek trzeba przejść bardzo pewnie, ale i spokojnie. Lód jest nie tylko na skałach, ale również na metalowej linie.

Z reguły jak skała jest sucha, to nie ubieram rękawiczek przeznaczonych na ferraty. Tutaj po dojściu do tego miejsca, musiałem je wyjąć z plecaka.


Przede mną kolejna stroma ścianka z poręczówką 〈obok ∗〉. Skała jest już jednak sucha. Zaczynam czuć, że wieje ciepły letni wiaterek.

Również, od czasu do czasu docierają do mnie odgłosy ludzi z wierzchołka.

A po przejściu tej ścianki, staję na skalnej półce, z której...


...po raz pierwszy mogę już zobaczyć północne rejony Dolomitów 〈poniżej〉, a za nimi Alpy.

Ta wspaniała długa i zaśnieżona grań, to dolomitowy masyw Odle jeden z niewielu, jakich jeszcze brakuje w serwisie.


Ruszam dalej. Teraz na drodze widzę szeroki, zwężający się u góry i coraz bardziej stromy żleb 〈obok ∗〉.

Kieruję się czerwonymi znakami farby na kamieniach. Tak dochodzę do końca. Jeszcze tylko mała wspinaczka i wyjście ze żlebu.


I to już koniec ferraty
ścieżką Oskara Schustera.


Sentiero Oskar Schuster

podsumowanie


Sentiero Oskar Schuster

◊  klasyfikacja:
   - cztero-stopniowa:
                  ferrata trudna,
     - sześcio-stopniowa:
                  B - dla osób już znających ferraty i posiadających pewne doświadczenie;

◊  start - Rifugio Vicenza 〈2253m〉;

◊  początek ferraty - wschodnia ściana pod Sasso Piato 〈około 2500m〉;

◊  koniec ferraty - wierzchołek Sasso Piato 〈2958m〉;

◊  czas przejście ferraty:
     - około 2h 5min, w tym dwie 5min przerwy na fotografowanie, czasu na pozostałe zdjęcia nie liczę,
     - sportowy, według przewodnika, to 1h 40min.

specyfika śnieżno-lodowa trasy

W podsumowaniu, kilka słów o specyfice ferraty. Uważam, że opis i zdjęcia dość dokładnie prezentują ferratę. Natomiast trasa ta, w odróżnieniu od innych ma swoją specyfikę, którą jest jej położenie oraz wynikające z tego warunki śniegowo-lodowe na trasie.

Masyw Sasso Lungo jest położony jeszcze bardziej na północ, niż Marmolada. Szczyt Sasso Piato jest prawie trzytysięcznikiem, a sama ferrata zaczyna się na wysokości około 2500m. Trasa przebiega przez bardzo strome i mało nasłonecznione żleby. Dlatego, po bardzo długiej i śnieżnej zimie, jaka była ostatnio, jeszcze w lipcu warunki na ferracie są trudne. Z tego powodu, szczególnie pierwszy odcinek wymaga bardzo dobrej umiejętności poruszania się na skalnych zaśnieżonych ścianach. Umiejętność wyszukiwania optymalnej trasy, wybór stopni i chwytów jest podstawą.

O ile w dolnym odcinku trasy występuje na początku lata tylko śnieg, to o wiele poważniejszym problemem jest lód. Co prawda latem występuje on wyłącznie przy specyficznych warunkach, ale takie właśnie były w tym dniu. Pamiętam, że oblodzone odcinki, na których stopnie były pokryte lodem, przechodziłem wykorzystując technikę klinowania butów, w szerokich szczelinach.


długość i ubezpieczenie trasy

W pierwszej części ferraty nie ma prawie wcale poręczówki. Zatem odporność na wysokość i duże przestrzenie pod nogami, przy braku linki, której się można złapać, jest kolejnym niezbędnym warunkiem przejścia tej ferraty. Są w Dolomitach ferraty trudne, na których cała trasa, jest ubezpieczona. Tutaj, żelastwa nie ma za dużo.

Proszę również pamiętać o długości trasy. W przypadku konieczności wycofania się z trasy ferraty, jesteśmy zmuszeni wrócić do schroniska i zapewne tam przenocować.


skalne trudności techniczne

Na ferracie jest kilka miejsc trudnych technicznie. Jedno, takie które uważam, że jest dość specyficzne przedstawiłem i omówiłem dość dokładnie. Pozostałe jakie są na trasie, nie są trudniejsze od opisanego. Są po prostu inne, ale każde z nich wymaga określonych umiejętności.

Kolejną bardzo istotną sprawą jest fakt, że wszystkie techniczne trudności, nagromadzone są w górnej części ferraty. Jeżeli wybraliśmy wariant opisywany na tej stronie, to jesteśmy już co najmniej po 4 godzinach dość intensywnej wycieczki. To ma również wpływ, na sprawność pokonywania trudności. Osoby, które nie są przyzwyczajone do takich długich tras oraz nie są pewne własnej kondycji, powinny jednak wjechać na początku kolejką linową. Zaoszczędzą ponad godzinę czasu, a o zmęczeniu już nie będę pisał.

Dlatego uważam, że nie jest to ferrata dla osób początkujących i nie powinna być jedną z pierwszych, na które się idzie. W Dolomitach jest dużo innych ferrat, na których powinno się nabierać wprawy.


stopień trudności

Podany w przewodniku stopień trudności określony według klasyfikacji w skali czterostopniowej na trudny - jest według mnie prawidłowy, gdyż takie są trudności skalne na trasie. Uważam, że ferrata prowadząca ścieżką Oskara Schustera to idealny przykład na trudną trasę. Jest ona długa, prowadzi miejscami w dużej ekspozycji, wymaga dobrych umiejętności poruszania się w skale.

Natomiast stopień trudności, podany według klasyfikacji sześcio-stopniowej i określony na B - odpowiada wyłącznie warunkom letnim bez śniegu i lodu na trasie. W przypadku takich warunków, jakie są w opisie, stopień trudności tej ferraty należy podnieść o jeden stopień, czyli do C - ferrata dla osób doświadczonych i dobrze obeznanych z trudnościami występującymi na ferratach.


etap V

Sasso Piato 〈2958m〉 - Rifugio Sasso Piato 〈2300m〉


Pora żegnać się z wierzchołkiem i powoli wracać. Na przełęcz Sasso Lungo mam co najmniej 3h, a jak doliczę fotografowanie to może i zejdzie mi ze 4.

Zapomniałbym dodać, że na szczycie oczywiście przywitało mnie powitanie: czech? Chyba następnym razem będę musiał sobie do plecaka przyczepić biało-czerwoną flagę.


Na wierzchołku Sasso Piato przy krzyżu 〈poniżej〉, w taką pogodę jak ta, trudno jest się dopchać by zrobić zdjęcie. Tak dużo jest tutaj turystów, którzy weszli szlakiem turystycznym.

Przypominam, że trzecia część galerii, to zdjęcia z wierzchołka Sasso Piato.


O trasie prowadzącej ze szczytu lepiej nie pisać. Tylko w rejonie kopuły szczytowej są widoczne ślady ścieżki 〈poniżej〉. Im niżej, tym ścieżek jest coraz więcej i są one w coraz gorszym stanie.

Efekt tego jest taki, że każdy sobie ścieżkę wyznacza samemu, tak jak jest mu wygodnie iść. Ale od czasu do czasu, udało mi się na trasie napotkać kamienie, ze starymi śladami czerwonej farby.


Ponieważ na zboczu były miejsca, w których nawiało dość dużo śniegu, to jak widać na zdjęciu 〈poniżej〉 można było je wykorzystać do małego slalomu na butach.

Ale z reguły po kilku metrach ślizgu buty już dość głęboko zapadały się w tym roztopionym letnim słońcem białym puchu.


Idąc po szlaku zawalonym dużymi kamieniami, z reguły patrzy się tylko pod nogi. Dlatego o mało nie przegapiłem wspaniałego widoku na Scilar 〈poniżej〉.

To kolejny z masywów, który jeszcze nie jest opisany w serwisie.


Bardziej w lewo, czyli na południe roztacza się widok na cały masyw Catinaccio 〈poniżej〉.

Ale tutaj, od północy nie wygląda on tak ładnie jak z zielonych łąk w okolicy Ciampedie.


Widać już dokładnie schronisko Sasso Piatto, które znajduje się na szerokiej rozległej hali 〈poniżej〉.

Będąc już po szczytem, można skorzystać ze ścieżki, która biegnie w lewo, w stronę Passo Sella i stanowi duży skrót omijający schronisko.


Jestem już przy schronisku i patrzę jeszcze raz na wierzchołek Sasso Piatto. Takie są właśnie Dolomity, że na szczyty tutaj można wejść dwoma, tak bardzo się różniącymi drogami.

To koniec tego etapu. Teraz pozostał mi już tylko powrót pięknymi halami na Passo Sella.


etap VI

Rifugio Sasso Piatto 〈2300m〉 - Passo Sella 〈2244m〉


Ten odcinek to miły dla oka spacerek szlakami, u podnóża stromych turni masywu Sasso Lungo.


Na zdjęciu 〈poniżej〉 widok od południowego zachodu, na którym widać, że tych turni jest więcej niż trzy, jakie z reguły się ogląda z przełęczy Sella.

Sasso Piatto już jest daleko z tyłu, z lewej strony.


Kolejnym pięknym szczytem, który widać po drodze jest Colac 〈poniżej〉. Ten niezbyt wielki szczyt znajduje się w masywie Marmolady i ginie w tle potężnego wierzchołka Królowej Dolomitów.

Ale właśnie widoczną na środku zdjęcia, zachodnią ścianą prowadzi piękna i trudna ferrata.


Kiedy dojdziemy już do Passo Sella, przed nami będzie masyw o tej samej nazwie.

Na zdjęciu na wprost 〈powyżej〉, Sella od zachodu.

 

Jakby to było gdybym zapomniał o Królowej, której poranne zdjęcie otwierało ten opis. Tym razem, Marmolada jest w świetle popołudnia i widać kolor tych wspaniałych marmurowych ścian.

Bo jak na Królową przystało, Marmolada nie jest górą dolomitową tylko marmurową. Polecam również pełną panoramę całego masywu, która zamyka zdjęcia krajoznawcze z tej pięknej trasy.

A na samym końcu, zdjęcie zrobione wysoko pod jednym ze skalnych nawisów. Tam jest figurka Madonny z Sasso Piatto. Dokładnie po drugiej stronie masywu jest druga figurka, to Madonna z Sasso Lungo, ale niestety do miejsca, w którym się znajduje dojść mogą tylko alpiniści.

Madonna z Sasso Piatto


podsumowanie


Czas przejścia poszczególnych etapów:

◊  I - z Passo Sella na Forcella Sassolungo - 1h 30min,
◊  II - zejście do Rifugio Vicenza - 40min,
◊  III - podejście do ferraty - 1h 5min,
◊  IV - wejście ferratą - 2h,
◊  V - zejście z Sasso Piatto - 1h 10min,
◊  VI - powrót na Passo Sella - 2h,
◊  około 1h to przerwy, 3x15 min po etapach II, III, IV, oraz 2x5 min na ferracie na fotografowanie,      zdjęć robionych z marszu nie liczę.

Łącznie: na przejście całej trasy - 9h 30min.

Uwaga: kto planuje na Forcella Sassolungo wjechać kolejką to podpowiem, że bilet kosztuje 12€.

Wyposażenie:

Standardowe na ferraty, czyli uprząż z kaskiem. Mogą być również specjalnie wzmocnione rękawiczki na ferraty. Kijki według upodobań, choć w kilku miejscach bardzo wskazane, na co zwracałem uwagę w opisie. W przypadku wyprawy na ferratę na samym początku lata, szczególnie na przełomie czerwca i lipca, może się okazać, że do przejścia ferraty niezbędne będą raki i czekan. Śnieg jeszcze wtedy nie będzie miał konsystencji mocno zmrożonego śniegu, tylko będzie przypominał swoją twardością lód.

Opisana trasa przejścia ferratami masywu Sasso Lungo jest na mapie: Tabacco nr-05.

© wdolomitach.pl
strona główna