Monte Agner  〈2872m〉   -   Via ferrata Stella Alpina
W 1977r na szczycie znanym wyłącznie miłośnikom długich i nadzwyczaj trudnych wspinaczek ścianowych, otwarto żelazną ścieżkę dla miłośników ferrat, którą nazwano Stella Alpina. O tym, czy ta ferrata zasługuje na swoją nazwę Alpejskiej Gwiazdy, można się będzie przekonać w poniższym opisie.
 

Końcówka lat 70-tych ubiegłego wieku, to okres największego rozwoju turystyki w Dolomitach. To wtedy powstała większość istniejących do dziś i bardzo znanych ferrat.

Ideą przewodnią utworzenia ferraty na Agnerze było rozpropagowanie rejonu Agordo, który wcześniej nie był wśród turystów szeroko znany. Skoro nie było w tym rejonie, dróg znanych od bardzo dawna i wytyczonych przez słynnych przewodników, jak np ferrata Oskara Schustera, to trzeba było poprowadzić trasy całkowicie nowe.

Wybór oczywiście padł na Agnera i proszę się temu nie dziwić, gdyż ten wspaniały kolos jest widoczny z bardzo daleka. To właśnie Monte Agner, jako pierwszy zwrócił moją uwagę, gdy kilka lat temu wczesną wiosną przyjechałem tutaj na rekonesans. Fotografowałem go bardzo często, z różnych miejsc, o każdej porze dnia. Część tych zdjęć prezentuję w galerii na samym początku tej strony.

Monte Agner znajduje się na wschodnim skraju masywu Pale di San Martino, który jest wyjątkowo szeroko opisany w serwisie. Dla mnie jest to najpiękniejszy masyw w całych Dolomitach, który przedstawiony jest w kilka galeriach i wielu dolomitowych panoramach.

Ponieważ masyw Pale di San Martino jest miejscem, do którego zawsze chętnie wracam mam zatem nadzieję, że opis ten nie jest ostatnim prezentującym ten pasjonujący rejon wspaniałych górskich perci, ferrat i oczywiście niezwykłych krajobrazów.


Frassene 〈1084m〉


Frassene to malutkie miasteczko położone w południowe części Dolomitów w pobliżu Agordo. Z miejsc opisanych w dziale Turystyka, najbliżej jest tutaj z Alleghe.

Pomimo faktu, że Monte Agner znajduje się w masywie Pale di San Martino, z samego San Martino di Castrozza jest tutaj dość daleko i trzeba przejechać przez przełęcz Cereda.

Frassene jest tak małe, że można je przejechać i nie zauważyć, iż znajdujemy się w bardzo ciekawym miejscu w Dolomitach 〈poniżej〉.

Miasteczko znajduje się dokładnie pod Monte Agnerem, który jest zwieńczeniem wspaniałej grani zamykającej masyw Pale di San Martino od południowego-wschodu.

We Frassene szczególnie łatwo jest przegapić malutki wyciąg krzesełkowy, którym można podjechać do schroniska, prawie pod samą ścianę szczytu. Stacji tej kolejki z drogi prawie nie widać, gdyż znajduje się na dachu malutkiego budynku, widocznego na powyższym zdjęciu.

Dla turystów najważniejsze jest to, że jest tu parking. Jest on w miarę duży, dogodnie położony, bo prawie przy samym wyciągu i dobrze oznakowany. Zatem nie ma problemu by na niego trafić.

Inaczej jest z samym wyciągiem. Nie odważę się podać jak on kursuje, gdyż jak zauważyłem, co roku obowiązują tu inne rozkłady jazdy. W dni robocze kolejka kursuje z reguły od godziny 9-tej, trzy razy w ciągu dnia po jednej godzinie. Natomiast w lipcową niedzielę, kiedy tutaj byłem kolejka kursowała od 8-rano do 18-tej przez cały czas, z małą przerwą na sjestę.


Polecam tą stronę, na której w czasie wakacji powinna być aktualna informacja, od kiedy kolejka kursuje i w jakich godzinach.

Rifugio Scarpa - Seggiovia Frassene


wyciągiem krzesełkowym z Frassene do schroniska Scarpa 〈1704m〉


Na parkingu w Frassene jestem już przed 8-rano. Kilku bardziej niecierpliwych turystów czeka już z plecakami przy samej kolejce. Ponieważ jestem już przyzwyczajony do włoskiej nie-punktualności, spokojnie popijam sobie kawę i czekam aż ruszy wyciąg.


Ruszam z plecakiem, tak samo jak pierwsi turyści kolejką do góry. Oczywiście kupuję bilet w obie strony, planując powrót przed godziną 18-tą.

Stary wyciąg krzesełkowy 〈powyżej〉, jedzie wyjątkowo powoli mogę sobie, zatem spokojnie zrobić kilka zdjęć Agnera.

 

Wierzchołek Monte Agnera od południowej strony prezentuje się wspaniale 〈obok〉. Dość szybko dostrzegam krzyż na szczycie oraz malutki czerwony barak chatki biwakowej na przełączce Pizzon, która znajduje się na zachód od szczytu.



Jak widać na zdjęciu 〈powyżej〉, górna stacja kolejki linowej znajduje się na rozległej łące, nieco na lewo 〈na zachód〉 od Agnera. W pobliżu stacji znajduje się schronisko Scarpa-Gurekian all’Agner.

Na lewo od Agnera znajduje się rozległy szczyt Lastei d’Agner 〈2844m〉. Pierwsza część opisanej tutaj trasy, prowadząca aż na Forcella Pizzon biegnie właśnie południową ścianą tego szczytu.


Rifugio Scarpa-Gurekian all’Agner 〈1748m〉


 

Pierwsze zdjęcie jakie zrobiłem przedstawia Monte Agnera 〈obok〉. A tak dokładnie, jest to wielki żleb Canalone. Od przełączki Pizzon, do ujścia żlebu na samym dole jest prawie 700m różnicy w pionie.

Ten wielki i trudny w zejściu żleb, to jeden z powodów, dla których wyprawę na Monte Agnera trzeba traktować bardzo poważnie. A jednym z warunków bezpiecznej wyprawy, jest dobra i pewna przez cały dzień pogoda.

Rifugio Scarpa-Gurekian all’Agner 〈poniżej〉, to jedyne schronisko znajdujące się w całym rejonie. Na bardzo ciekawym szlaku nr-773, który biegnie wzdłuż południowo-wschodniej grani masywu Pale, nie spotkamy zbyt wielu turystów. Prawda jest taka, że wszystkich turystów, których tutaj spotkamy przyciąga włącznie magia Monte Agnera.



Schronisko 〈po prawej〉 nie jest duże, ale bardzo wesołe i żyje opowieściami oraz legendami o szczycie, pod którym się znajduje. Zaraz w pobliżu schroniska 〈po lewej〉 jest górna stacja wyciągu krzesełkowego z Frassene.

Będąc w rejonie schroniska warto czasami odwrócić głowę od Agnera i popatrzeć stronę południa. Jak widać na zdjęciu 〈powyżej〉 tam też roztacza się bardzo ciekawa panorama.

Natomiast rano warto również spojrzeć na południowy-zachód 〈poniżej〉. To mała, ale bardzo urocza i niezwykle kolorowa Cimonega. Polecam opis tej grupy górskiej i znajdujące się tam galerie i panoramy.



Od schroniska do miejsca, w którym zaczyna się ferrata Stella Alpina jest bardzo blisko. Dobrze oznakowaną ścieżką dochodzimy w 45 minut do poręczówki. W opisie, zatem pominę ten odcinek.


Via ferrata Stella Alpina


Na wierzchołek Monte Agnera można wejść trzema drogami. Oczywiście mam na myśli drogi dla turystów, które prowadzą od południa. Kto ma czas, lornetkę lub dobry teleobiektyw to może się wybrać pod północną ścianę Agnera. Tam z doliny San Lucano ruszają na Agnera alpiniści, by zdobyć tą przeogromną i słynną ścianę.

Wszystkie trasy zbiegają się w rejonie biwaku Biasin, który jest nieco nad przełączką Pizzon. Na wierzchołek prowadzi już tylko jedna droga, którą również schodzi się ze szczytu na przełączkę.

  ◊  Pierwsza trasa - to ferrata Stella Alpina, która zaczyna się po lewej stronie od żlebu Canalone, na południowej ścianie szczytu Lastei d’Agner 〈2844m〉, dokładnie pod niższym wierzchołkiem Sass de Le Caure 〈2762m〉.
  ◊  Druga trasa prowadzi żlebem Canalone, a tak dokładnie to prawą 〈wschodnią〉 ścianką żlebu. Jest ona często nazywana w przewodnikach Sentiero attrezzato Canalone.
  ◊  Trzecia trasa - prowadzi długą skalną grzędą Agnera, po prawej stronie od żlebu Canalone. Ta droga nazywana i oznakowana jest, jako Via normale.

Opisana tutaj trasa prowadzi na wierzchołek ferratą Stella Alpina 〈trasa pierwsza〉, a na dół zszedłem żlebem Canalone 〈trasa druga〉.


dojście do ferraty

Rifugio Scarpa 〈1748m〉 - początek ferraty 〈około 1950m〉


Kilkanaście minut jazdy kolejką, krótka wizyta w schronisku, trochę zdjęć i panoram, aż w końcu przychodzi długo wyczekiwana chwila i mogę ruszyć na trasę.


Drogowskaz na łące przy schronisku 〈poniżej〉, otoczyło duże stado owiec. I jak tu zrobić zdjęcie, chyba tylko z daleka? Jak widać z tabliczek wskazujących kierunek w stronę Agnera tutaj nie brakuje.

Widzę, że kilka osób rusza bardzo szybko w stronę szczytu. Osobiście nie radzę się zbytnio spieszyć, gdyż od schroniska na wierzchołek jest ponad 1000m różnicy wysokości i każdy na pewno zdąży się zmęczyć. Po co robić to w czasie pierwszej godziny.


trasa ferraty


 

przebieg opisanej trasy



Legenda:

  ◊  czerwona gwiazdka - Monte Agner 〈2872m〉,
  ◊  strzałki:
     - żółte - etap I,
     - pomarańczowe - etap II,
     - czerwone - etap III,
     - niebieskie - etap IV.


Trasę podzieliłem na cztery odcinki, oznaczone różnymi kolorami. Tak się złożyło, że każdy z nich ma inną specyfikę. Ta różnorodność, to jedna z rzeczy charakteryzujących ferratę Stella Alpina.

Strzałki wskazują kierunek wejścia i zejścia. Etap III 〈strzałki czerwone〉 pokonujemy dwa razy, czyli na szczyt i z powrotem na przełączkę.


etap I

początek ferraty 〈1950m〉 - Lastei d’Agner - 〈2270m〉


Ścieżką od schroniska dochodzę do widocznej z daleka ciemnej niszy, która znajduje się bezpośrednio pod szczytem Sass de Le Caure 〈2762m〉. Dwa pierwsze etapy, aż na Forcella Pizzon prowadzą południowo-wschodnią ścianą długiej grani szczytu Lastei d’Agner 〈2844m〉.


Uwaga:
Jeżeli przy słowach określających lokalizację zdjęcia, czyli 〈poniżej ∗〉, 〈powyżej ∗〉, 〈obok ∗〉 - jest symbol gwiazdki    to oznacza, że po wskazaniu kursorem myszki, na zdjęciu pokażą się znaki objaśniające opis tego zdjęcia.


Ferrata zaczyna się w skalnej niszy, bardzo blisko po lewej stronie od wielkiego żlebu Canalone 〈obok ∗〉.

Z daleka widzę kilku wspinaczy na prawej ściance 〈strzałka〉.

Ta skalna nisza, niczym żleb zbiera spadające skalne odłamki 〈błyskawica〉, zatem nie radzę wchodzić do środka i tam się przebierać.

Lepiej zatrzymać się nieco niżej i ubrać uprząż, po czym od razu wejść i rozpocząć wspinaczkę.


Zatrzymuję się na łące i ubieram uprząż. Wypada również, co nieco przekąsić, później w ścianie o jedzeniu już się z reguły nie myśli.

Tradycyjnie, tak jak na każdej ferracie wypatruję osób na trasie i staram się sfotografować każdy fragment ściany.


Ruszam pod ścianę i czekam chwilkę, aż widoczna dwójka przejdzie dalej do góry 〈poniżej〉.

Jak ruszam, to lubię mieć wolny odcinek poręczówki do swobodnej wspinaczki bez kolejki i zatorów.


Ścianka jest dość stroma, ale jest na niej wyjątkowo dużo dogodnych stopni.

Początkowy odcinek jest dość trudny, ale dobrze ubezpieczony i nie powinien sprawiać większych technicznych trudności.


Ścianka szybko się kończy i wychodzę na szerokie łagodne zbocze szczytu 〈poniżej ∗〉, które podchodzi pod wielkie, strome i gładkie żółte ściany.

Przede mną pierwszy odcinek trasy, która skręca cały czas w lewo 〈strzałki〉, do jakiej trzeba się na Agnerze szybko przyzwyczaić.


Specyfika tego miejsca polega na tym, że trzeba iść po średnio nachylonych skałkach 〈poniżej〉, mocno poprzerastanych trawkami, na których nie ma widocznych śladów ścieżek.

Najdogodniejszą trasę, z reguły trzeba wybierać samemu. Dobrze, jeżeli szybko zobaczymy żółte ślady farby na skałach 〈błyskawica〉.


Widzę już dobrze wielkie żółte ściany na wprost i fragment żlebu Canalone po prawej stronie 〈poniżej ∗〉.

Trasa cały czas pnie się powoli do góry i skręca w lewo, w stronę wielkiej szarej i średnio nachylonej ściany 〈strzałka〉.

 

Przede mną pierwsza długa wspinaczka na trasie ferraty. Zanim podejdę bliżej, robię kilka zdjęć, które posłużą mi do opisu. Na pierwszym zdjęciu 〈obok i poniżej ∗〉 jest widok całej trasy tej wspinaczki.


Pod ściankę podchodzę z prawej strony szeroką percią u podstawy. Po zakończeniu wspinaczki, dalsza trasa prowadzi długim trawersem w lewo 〈żółte strzałki〉

W ścianie widać trzy grupy wspinaczy 〈fioletowe strzałki〉. Tak się akurat ciekawie złożyło, że wszyscy znajdują się w bardzo charakterystycznych miejscach, które szczegółowo opiszę niżej.

 

Szeroką skalną percią u podnóża ściany doszedłem do miejsca, w którym zaczyna się poręczówka 〈obok i poniżej ∗〉. To początek długiej skalnej wspinaczki.

Moją uwagę zwróciła specyficzna budowa skały na tej ścianie. Nie ma tutaj naturalnych pęknięć przechodzących w szerokie rysy lub kominy. Tutaj od samego dołu, skała ma taką strukturę, jak dziurawy ser szwajcarski.


Już pierwsze metry tej ścianki są trudne. Widoczne na zdjęciu miejsce, to przejście małej skalnej rynny wzdłuż odstrzelonego skalnego bloku po prawej.

Na dodatek, poręczówka jest poprowadzona kantem prawej ścianki, co powoduje, że nie można specjalnie wykorzystać zagłębienia w rynnie do klinowania rąk lub butów.

Trzeba dać sobie radę z malutkimi i mocno wypłukanymi stopniami, jakie są po lewej stronie. Wyjście do góry jest już dużo łatwiejsze i prowadzi średnio trudnym skalnym gzymsem 〈strzałka〉.


Takich miejsc jest na tej ściance kilka i już to pierwsze stanowi barierę dla niektórych osób. Po przejściu tego odcinka, skała robi się mniej stroma, a na trasie pojawiają się charakterystyczne trawki. Takich przejść, w których trzeba samemu dokładnie wybierać trasę jest dość dużo.

 

Dość szybko dochodzę do miejsca 〈obok i poniżej ∗〉, gdzie na zdjęciu 〈nieco wyżej〉 była druga grupa wspinaczy. Proszę prześledzić na dużym zdjęciu, którędy prowadzi poręczówka. Jak widać znika ona w szerokiej szczelinie, tam gdzie jest już cień.


Zdjęcia te robiłem z dość daleka i poświęciłem kilka minut na to by poczekać aż ta dwója to przejdzie.

Widoczna na zdjęciu dwójka przeszła to miejsce dość sprawnie, choć dopiero za drugim razem.

Prowadzący po nieudanej próbie pokonania tego odcinka po prawej stronie od poręczówki zszedł na dół.


Jak biegnie poręczówka 〈czerwona linia〉 widać na zdjęciu 〈obok〉.

Widać również wspinacza, jak pokonuje dolny odcinek, który jest dość stromy i prawie bez stopni.

Po lewej stronie od poręczówki na skale jest jeden malutki metalowy stopień, który pozwala podejść dużo wyżej.

W miejscu gdzie poręczówka znika w szczelinie za gzymsem, najlepiej jest przejść na prawo od poręczówki i rozpieraczką wyjść do góry.


Gdybym miał wskazać na całej trasie ferraty Stella Alpina jedno kluczowe i najtrudniejsze miejsce, to bym powiedział, że jest to właśnie te miejsce. Bez wątpienia jest to technicznie odcinek bardzo trudny.

Trudność ta polega nie tylko na tym, że trzeba dobrze znać zasady klasycznej wspinaczki. Według mnie warunkiem przejścia tego odcinka jest przede wszystkim umiejętność wyszukania optymalnej trasy do pokonania.

Są jeszcze na trasie miejsca bardzo trudne, ale moje odczucie jest takie, że kto nie będzie miał tutaj problemów, to do szczytu już nie napotka trudności technicznych uniemożliwiających zdobycie szczytu.

Proszę pamiętać, że mówię tutaj wyłącznie o trudnościach technicznych. Do wejścia na szczyt, od tego miejsca jest jeszcze bardzo daleko. A kto wchodzi na szczyt, to musi do końca pamiętać, że przed nim jeszcze zejście, które tutaj prowadzi żlebem o niezbyt miłym przezwisku.


Po pokonaniu tego bardzo trudnego miejsca, dalsza trasa prowadzi kilkoma trudnymi małymi ściankami, na przemian z odcinkami łatwiejszymi przerośniętymi trawkami.

Cały czas staram się również obserwować żleb Canalone 〈obok〉, co pozwoli mi później dokładniej oszacować przebieg i czas potrzebny na pokonanie kolejnych odcinków ferraty.


Po przejściu tej najdłuższej ścianki, którą pokonujemy jednorazowo, dochodzę do skalnej perci pod wielką ścianą 〈poniżej〉. Tutaj zaczyna się bardzo długi, lekko wznoszący się trawers na zachód 〈strzałka〉.

Końcówka trawersu jest bardzo charakterystyczna, gdyż dochodzimy do skalnego gzymsu pod wielką przewieszką, a rdzawy kolor skał wskazuje, że był tutaj jakiś obryw. Jest to miejsce technicznie z pogranicza trudnego i bardzo trudnego.


Uwaga:
Wyjście z trawersu, to miejsce najbardziej wysunięte na zachód. Polecam jeszcze raz zdjęcie ze strzałkami, na początku opisu ferraty. Od teraz idę już na wschód 〈na prawo〉 w kierunku wierzchołka Agnera, gdyż cały wcześniejszy odcinek prowadził w przeciwną stronę.


Wyjście z trawersu wyprowadza mnie na kolejną wielką ścianę 〈obok〉.

Tutaj udaje mi się dogonić grupę, którą dużo wcześniej fotografowałem z dołu.

Cała ta ściana jest trudna technicznie, a biorąc pod uwagę, że jest środek lata i mocne słońce, jest to dość męcząca wspinaczka.


Jedna ściana przechodzi w następną, a do końca tego pierwszego 〈żółtego〉 etapu, mam jeszcze gdzieś z 1/3 drogi do pokonania.

Na szczęście mam zapasy picia, więc mogę sobie nie żałować. Przynajmniej będę miał nieco lżejszy plecak.


Po dwóch długich ściankach, dochodzę do kolejnego łatwiejszego miejsca przerośniętego trawkami 〈poniżej〉. Trasa prowadzi w stronę kolejnej wielkiej ściany 〈strzałka〉.

Zauważyłem, że w górnej części ściany zrobił się mały korek i kolejną chwilę postanowiłem poczekać. Zdjęcia, które zrobiłem są niżej i prezentują kolejne bardzo trudne miejsce.

 

Cała ścianka widoczna na zdjęciach 〈obok i niżej ∗〉 jest ubezpieczona poręczówką. Tak jest na ferracie od początku, gdyż nieubezpieczone są tylko odcinki łatwych przejść przez skałki przerośnięte trawkami.


Trasę prowadzącą przez ścianę przedstawiają żółte strzałki oraz duża grupa w górnym odcinku. Cała ścianka jest trudna technicznie, z jednym miejscem bardzo trudnym 〈fioletowa strzałka〉, które jest opisane dokładnie niżej.

Dolny odcinek ścianki pokonuję w miarę szybko. Na szczęście korek już przeszedł dalej i mogę spokojnie iść do samej góry.


Doszedłem do widocznego na zdjęciu 〈obok〉 kantu. Z dołu nie było tego widać dokładnie, ale jest tutaj przewieszka, która utrudnia wyjście do góry.

Mam do wyboru, albo wejść siłowo po poręczówce, albo klasycznie po lewej stronie.

Trochę mnie ogranicza linka z karabinkiem, ale udaje mi się przejść całość ścianką po lewej stronie od poręczówki.


Ten fragment oceniam pod względem trudności również, jako bardzo trudny, identycznie jak wyjście z opisywanego wcześniej trawersu.


Ścianka się kończy i teren robi się już łagodny 〈obok ∗〉. To tradycyjne skałki i trawki na zmianę.

Poręczówka się kończy, a dalszą trasę wyznaczają tylko ślady farby na skałach 〈błyskawice〉.

Jak widać, do żółtych kółek dołączają teraz czerwone kreski.


Łatwymi trawkami dochodzę do szerokiej rynny 〈obok ∗〉.

Idę do góry 〈strzałka〉 i po chwili wychodzę na wielki taras opadający spod kopuły szczytowej wierzchołka Lastei d’Agner.


To koniec pierwszego etapu ferraty Stella Alpina. Pokonałem 320m ściany w drodze na szczyt, co daje zaledwie 1/3 wysokości. Przede mną jeszcze 602m do wierzchołka Monte Agnera.


etap II

Lastei d’Agner - 〈2270m〉 - Forcella del Pizzon 〈2698m〉


Patrząc na mapę widzimy, że etap drugi 〈pomarańczowe strzałki na zdjęciu u góry〉 to około jedno kilometrowy trawers pod kopułą szczytową, aż do przełączki Pizzon. W rzeczywistości trasa jest dużo dłuższa.

Ze zdjęcia, które zrobiłem z dołu wydaje się, że strzałki prowadzą w dół. To perspektywa i złudzenie, gdyż na tym odcinku pokonujemy do przełączki 350m, czyli więcej niż w I etapie.

Etap ten bardziej mnie zmęczył niż wszystkie trudne i bardzo trudne ścianki, które musiałem pokonać by tutaj dojść. Moje zmęczenie wynikało częściowo ze znużenia.

Proszę sobie wyobrazić, że najgorsze są na tym odcinku kwiatki. Tak kwiatki, ponieważ są żółte, tak samo jak malowane znaki na kamieniach.


Początek etapu jest całkiem przyjemny, gdyż wychodzę na rozłożysty taras 〈poniżej ∗〉, który lekko opada w stronę ogromnych żółtych ścian. Całość dopełnia widoczna daleko kopuła szczytowa Agnera, zatem widać, jaką drogę trzeba jeszcze przejść.

Kwitnące na żółto kwiatki są miłym i przyjemnym akcentem po trudach wspinaczki. Trasa prowadzi wąską, ale widoczną ścieżką wśród kamieni. Widać również duży ślad farby na kamieniu 〈błyskawica〉, który wskazuje kierunek marszu.


Dalej już nie jest tak wesoło i przyjemnie. Są długie odcinki, kiedy idziemy wyłącznie po kamieniach i nie ma żadnych śladów poprowadzonych ścieżek. Jedyną podpowiedzią, którędy iść dalej powinny być widoczne z daleka ślady farby.

A tu z reguły zamiast żółtej farby, widać na wszystkich trawkach kwitną żółte kwiatki. Efekt był taki, że po przejściu każdych kilkunastu metrów, odnajdywałem ślady farby, ale na kamieniach odchylonych o kilka metrów od trasy, którą szedłem. I taka sytuacja powtarzała się dosłownie, co kilka minut.

 

Przyznam, że mojego znużenia tą sytuacją nie poprawiał nawet, coraz lepiej widoczny wierzchołek Agnera 〈obok〉. A ponieważ od znużenia do zmęczenia droga nie daleka, to powiem, że ten etap najbardziej mnie zmęczył.


Na szczęście, gdzieś w połowie drogi trasa zaczyna coraz bardziej piąć się do góry.

Jak widać na zdjęciu 〈powyżej〉, teraz jest coraz mniej trawek i kwitnących żółtych kwiatków.


Od czasu do czasu, dla relaksu i odprężenia warto również zatrzymać się i odwrócić. Po pierwsze, dobrze widać ile już przeszliśmy. A na dodatek możemy sobie spokojnie popatrzeć na Cimonegę 〈powyżej〉.

Podpowiem, że przez tą grań prowadzi bardzo piękny, ale trudny szlak nr-801, którym można dojść do chatki biwakowej, położonej w kotle pod najwyższymi szczytami.


Miejscami trasa zaczyna być na tyle stroma 〈poniżej〉, że do wejścia po skałach można sobie spokojnie pomagać rękami.

Nadal występują długie odcinki, na których nie ma widocznych śladów, którymi prowadzi dalsza trasa.


Im jestem bliżej przełączki Pizzon, tym ściana robi się coraz bardziej stroma.

Odcinki stromych podejść, łączą krótkie trawersy 〈powyżej〉, malutkimi perciami po coraz bardziej podciętej skale. Niestety, ale na tym odcinku już nie widać żlebu Canalone.


Zbocze nie tylko jest teraz strome, ale również poprzecinane skalnymi grzędami 〈obok〉.

Na szczęście, teraz na trasie są widoczne z daleka kopczyki 〈błyskawice〉.

 

Przechodzę przez grzędę i w pierwszej chwili dostrzegam zachodnią ścianę Moiazzy 〈obok〉, dość daleko za postrzępioną granią Agnera.


Zdjęcie Moiazzy zrobione, teraz zwracam uwagę na widoczną już przełączkę Pizzon 〈obok〉.

Przełączka jest jeszcze dużo wyżej, a tu po śladach na płacie śniegu widzę, że trasa się mocno obniża.


Schodzę, zatem w dół i przede mną jest pierwszy na trasie, dość długi i bardzo stromy, przez co dość niebezpieczny płat śniegu.

To pierwszy powód, by na ferratę Stella Alpina, nawet na początku lata zabrać z sobą czekan.


Ostatnie metry przed przełączką to już wspinaczka.

Odcinki łatwe niewymagające ubezpieczenia, poprzecinane są tutaj dwoma średnio trudnymi i miejscami ubezpieczonymi trawersami.


Robię ostatnie zdjęcie do tyłu 〈poniżej〉 i ruszam właśnie za skalną grzędę, na ostatni trawersik przed przełączką.

Widzę, że nie byłem ostatnim turystą na tej trasie, gdyż za mną dostrzegam jeszcze, co najmniej trzy małe grupy.


Do przełączki mam dosłownie kilkanaście metrów. Widzę, że przy biwaku jest dość duża grupa i można by powiedzieć, że piknikują tutaj na całego.

Wchodzę na Forcella Pizzon, patrzę na północ i nagle zapominam o żółtych kwiatkach, śladach farby na kamieniach i znużeniu.


Forcella del Pizzon 〈2698m〉


 

Zrobiłem już dziesiątki panoram i setki zdjęć masywu Pale di San Martino, ale takiego zdjęcia tej północno-zachodniej grani jeszcze nie miałem okazji zrobić 〈obok i poniżej〉.



Oprócz panoramy, oczywiście zrobiłem zdjęcia wszystkich szczytów w tej grani. Przedstawiam tylko jedno z nich 〈obok〉, na którym szczyty są dwa, najpiękniejszy i najwyższy, czyli Cimon della Palla oraz Cima della Vezzana.


Na przełączce nie robię sobie żadnej dłuższej przerwy na odpoczynek. Etap II był nużący, ale niemęczący. Przerwę planuję na szczycie, a do niego mam jeszcze 250m.

Chatka biwakowa Biassin znajduje się na zachodnim zboczu Agnera, nieco powyżej przełączki Pizzon. O samej chatce można przeczytać na stronie biwaki, w dziale Vademecum.


Jak szybko policzyłem, to w rejonie chatki siedziało i odpoczywało dwa razy więcej osób niż udało mi się zobaczyć na całej trasie ferraty. Wcześniej widziałem kilka małych grupek, na trasie do góry przez Canalone. Zatem droga przez żleb nie jest wykorzystywana tylko do zejścia z Forcella Pizzon.

Schodząc później na dół i wybierając wariant przez żleb Canalone zauważyłem, że większość turystów schodziła drugą drogą, oznakowaną jako Via normale.


etap III

Forcella del Pizzon 〈2623m〉 - Monte Agner - 〈2872m〉 - Forcella del Pizzon 〈2623m〉


Moim zdaniem odcinek z Forcella Pizzon do wierzchołka Agnera nie powinien być zaliczany do ferraty Stella Alpina. Jedynym argumentem za, jest fakt, że Agner zdobył popularność właśnie wtedy, kiedy otwarto ferratę.

Dziś Stella Alpina, to tylko jedna z trzech dróg prowadzących na przełączkę Pizzon i to na dodatek, ta najdłuższa i najtrudniejsza. I co ciekawe, jak zauważyłem to prawie połowa osób z ferraty, nie wchodziła na wierzchołek. Ich celem było przejście samej ferraty.

Z reguły, te osoby na szczyt idą pierwszego dnia drogą przez żleb Canalone lub Via normale. Potem zostają w schronisku i następnego dnia ruszają by pokonać tylko trasę słynnej Alpejskiej Gwiazdy.

Etap III, to wejście na wierzchołek Monte Agnera oraz powrót na przełączkę Pizzon. Ponieważ ze szczytu wracamy tą samą trasą, którą się wchodzi, to opisze ją tylko raz, przy wejściu. Zamiast opisu zejścia, będzie tylko jedna, ale dość ważna uwaga.

W okolicy przełączki przechodzę na północną stronę grani, gdyż tam zaczyna się trasa na szczyt.

Ponieważ po tej stronie grani, ściana jest niezwykle stroma 〈obok〉, prawie od razu zaczyna się poręczówka.


Pierwszy odcinek ferraty prowadzi z Forcella Pizzon, która jest po stronie zachodniej Monte Agnera, wielkim łukiem na stronę północną szczytu.

Ferrata od początku wznosi się bardzo szybko do góry. Już po kilku minutach, przełączka Pizzon zostaje nisko pod nami 〈obok〉.

Cały ten ubezpieczony dolny odcinek, jest technicznie średnio trudny z jednym miejscem trudnym. Nie powinno się go jednak lekceważyć.


Ubezpieczenia dość szybko się kończą i aż do wierzchołka trasa prowadzi zboczem szczytu 〈poniżej〉.

Na tym zdjęciu, w głębi nisko w dole, znajduje się przełączka Pizzon.


Teraz idę bardzo wąską percią, wytyczoną na zboczu szczytu. Dna doliny Lucano pod północną ścianą Agnera nie widać, gdyż znajduje się ponad 1900m niżej.

Zatem odporność na przeogromną ekspozycję, jest jednym z warunków bezpiecznego wejścia na szczyt.

Trasa do wierzchołka jest oznaczona czerwonymi kropkami, które w niektórych miejscach są jednak widoczne bardzo słabo.

 

Jestem już dość wysoko nad Forcella Pizzon. Kiedy się odwracam, widzę już teraz szeroki taras cały w śniegu 〈obok〉, po północnej stronie szczytu Lastei d’Agner


Do szczytu napotkamy kilka miejsc, gdzie nie ma żadnych widocznych śladów ścieżki, którą trzeba przejść 〈poniżej〉.

Tutaj optymalną trasę trzeba wybrać samemu. To również powoduje, że ten wierzchołkowy etap, nie jest taki prosty, jakby się wydawało.


W końcu dostrzegam wyraźnie zarysowaną na tle nieba północną grań szczytu, którą akurat schodzą jakieś osoby 〈poniżej〉.

Teraz przynajmniej wiem, ile mi pozostało do zdobycia szczytu. Wcześniejszy odcinek szedłem licząc upływające minuty od chwili opuszczenia przełączki.


Jestem już na skraju północnej ściany Agnera i widzę ponad 2000m niżej rozległe miasteczko Agordo 〈poniżej〉.

Powyżej Agordo znajduje się malutkie La Valle, z którego kilka lat temu zrobiłem swoje pierwsze panoramy Agnera. Była wśród nich panorama o wschodzie słońca 〈na samej górze strony〉.


Przede mną ostatnie kilkadziesiąt metrów do szczytu 〈poniżej〉, które pokonuję niezwykle ostrożnie, zważając na każdy zrobiony krok.

Jest dokładnie godzina 14.04 kiedy się zatrzymuję i patrzę na zegarek. Dla pewności obracam się dookoła i teraz już widzę, że wszystko dookoła jest pode mną.

Jestem na szczycie Monte Agnera i nie mam zamiaru szybo się z tą ruszać. Ale gdzie jest krzyż, który można zobaczyć na wszystkich zdjęciach ze szczytu?



Monte Agner 〈2872m〉


Etap I rozpocząłem o godzinie 9.30, a po drodze zrobiłem tylko trzy krótkie kilku minutowe przerwy na fotografowanie. Dwie pierwsze, to zdjęcia wspinaczek na początkowej ścianie. Trzecia to panoramy z przełączki.

Oczywiście przerw na małą kanapkę lub kilka łyków miałem dużo więcej. Nie da się przejść prawie 1000m ściany szczytu z pustym żołądkiem. Radzę wziąć to również pod uwagę. Osobiście dobrze znam swój apetyt i potrzeby, ale w tym dniu na Agnera zabrałem o 1 litr więcej napoi niż zwykle. Dlatego mogłem sobie pofolgować i na wierzchołku odkręcić nową buteleczkę.

 

Monte Agner nie należy do wysokich dolomitowych trzytysięczników, jak np. Tofana de Rozes. Agner znajduje się w południowym rejonie gór, gdzie wszystkie szczyty są niższe. Polecam małą galerię, właśnie takich bardzo dalekich krajobrazów 〈obok〉.


Jak widać na zdjęciach 〈poniżej ∗〉, jest na szczycie Agnera typowy górski krzyż. Nie znajduje się jednak na samym wierzchołku, tylko na wschodniej grani kilkadziesiąt metrów dalej i nieco niżej.

Idąc granią w stronę krzyża, mogę zobaczyć jeden z bocznych niższych szczytów 〈obok〉. Jest to Spiz d’Agner 〈2617m〉, a na pierwszym planie widać jego strzelistą turnię południową.


Przychodzi jednak pora wracać na dół. Jak na kapryśne letnie wakacje, pogoda w tym dniu była wyjątkowa. Według moich wyliczeń powinienem bez problemu wrócić przed 17.45 na kolejkę by zjechać na dół do Frassene przed 18-tą.

W rejonie krzyża spędzam prawie 45 minut. Można by powiedzieć, że po 15 minut na każdą stronę świata za wyjątkiem zachodu, bo tutaj zasłania mi wszystko główny wierzchołek Agnera.


Schodząc ze szczytu na Forcella Pizzon mijam się tylko z jedną grupą. Tym razem są to Francuzi i jak zwykle ich również dziwi to skąd tutaj przyjechałem. Po kolorach ubrań i kasków poznaję, że to jedna z trzech grup, która szła ferratą Stella Alpina, nieco za mną. Pozostałych dwóch grup już w tym dniu nie spotkałem.


zejście ze szczytu


Na przełączkę Pizzon wracam tą samą trasą, którą szedłem na szczyt. Z tym, że teraz już dużo szybciej, ale nie za dużo. Schodząc na dół również trzeba uważać na każdy kolejny krok. Na trasie jest wyjątkowo dużo drobnego gruzu i kamieni, które mogą wyskoczyć spod buta, jeżeli na nie nieopatrznie staniemy. A to już może być bardzo niebezpieczne.

Jedno mogę tylko przyznać, że schodząc z góry o wiele lepiej widać ślady czerwonej farby na kamieniach, niż podczas wejścia. Schodząc na dół, nie spotkałem żadnego miejsca, w którym musiałbym szukać dalszej drogi, a tak było i to nie raz przy wejściu.


Zwracam uwagę tylko na jedno miejsce widoczne na zdjęciu 〈poniżej〉. To wielka szczelina, nie na tyle jednak szeroka by nie można jej było spokojnie przejść, nie trzeba tutaj skakać, ale uważać wypada.

Schodząc z góry widać dobrze czerwony ślad farby za szczeliną, zatem wiemy od razu, że trzeba przez nią przejść. Pamiętam, że idąc z dołu nie bardzo wiedziałem którędy prowadzi droga. Zobaczyłem szczelinę i na wyczucie skręciłem w prawo by szukać tam dalszej drogi. Zrobiłem dobrze, ale ślady trasy znalazłem dopiero kilka metrów wyżej.


Dość szybko jestem przy chatce biwakowej, a tu pusto i cicho. Nie ma już prawie nikogo. Robię zdjęcia biwaku w środku, przydadzą się do opisu w serwisie i ruszam w dół.


etap IV

Forcella del Pizzon 〈2623m〉 - ujście żlebu Canalone 〈1980m〉


 

Niektóre podręczniki zaliczają trasę żlebem Canalone do samodzielnych ferrat. Można również spotkać dwie nazwy. Pierwsza to Sentiero attrezzato Canalone, a druga Monte Agner sentiero attrezzato. Zgoda jest natomiast, co do stopnia trudności jest to trasa średnio trudna.

Cały żleb prezentuje zdjęcie 〈obok〉, zrobione z okolicy schroniska Scarpa. Widoczna pokrywa śniegu w żlebie przedstawia stan na koniec miesiąca lipca. Zatem żleb ten jest miejscem, gdzie śnieg potrafi leżeć wyjątkowo długo.

Trasa żlebem nie prowadzi środkiem, gdzie leży śnieg, tylko wytyczonymi stromymi perciami po wschodniej stronie, tej prawej patrząc na zamieszczone duże zdjęcie.


Opuszczam pogodną przełączkę Pizzon i chatkę biwakową 〈poniżej〉 i zaczynam długie zejście.

Przy chatce zaczyna się szeroka skalna półka, która prowadzi pod ścianą Agnera i opada w dół wraz ze żlebem.


Na zdjęciu 〈obok〉 widać właśnie tą półkę i prowadzące nią zejście. Pierwszy odcinek jest średnio nachylony w dół.

Powoli trasa zaczyna być coraz bardziej stroma i przecina ją mały żlebik opadający z Agnera, w którym jest jeszcze śnieg.


Przed przejściem tego małego żlebiku ze śniegiem, odpinam mały czekan od plecaka i aż do samego dołu korzystam z niego przy schodzeniu. I to nie tylko na odcinkach zaśnieżonych. Ponieważ żleb miejscami jest bardzo stromy, idealnie nadaje się do podpierania w terenie o takim nachyleniu.


Kończy się półka i zaczynam schodzić wąskimi i krętymi ścieżynkami po skałach 〈obok ∗〉. Na tych perciach oczywiście nie ma żadnych ubezpieczeń.

Trzeba po prostu schodzić ostrożnie, by w miejscach gdzie zalega drobny gruz i kamienie, nie pojechać w dół.

Ten odcinek jest również dobrze oznakowany. Oprócz widocznych czerwonych kółek na skałach, są również kreski, wskazujące zakręty 〈błyskawice〉.


Dość szybko dochodzę do najważniejszego miejsca na trasie żlebem Canalone 〈poniżej ∗〉, w którym odchodzi droga nazywana Via normale.

Jak widać na zdjęciach, są tutaj dobrze widoczne strzałki w dwóch kolorach 〈czerwone i żółte〉, które dokładnie wskazują jak prowadzi trasa.


Ruszam w kierunku czerwonej strzałki z napisem Canalone, która wskazuje prostopadle wielki żleb 〈poniżej〉.

Od tej chwili, trasa robi się coraz bardziej stroma, zaczyna również prowadzić coraz bliżej skraju żlebu.


Jak widać po rdzawym kolorze skał w żlebie 〈poniżej〉, jestem teraz w miejscu, gdzie jest największy skalny obryw.

Cień, jaki na moją trasę rzucają strome skały po drugiej stronie oraz śnieg zalegający na dnie żlebu powoduje, że w tym miejscu raczej nie można się spocić z wysiłku.


Najbardziej strome miejsca, w których schodzę zboczem lewej ściany żlebu, są tutaj zabezpieczone poręczówką.

Przejście takich miejsc, jest oczywiście dużo wolniejsze. Zaczynam, zatem kontrolować czas i staram się dostosować swoje tempo do odległości, jaka mi pozostała do kolejki linowej.


Żleb jednak tak łatwo się nie poddaje, jest po prostu bardzo, ale to bardzo długi. Dopiero gdzieś w połowie pojawiają się tutaj pierwsze trawki 〈poniżej ∗〉.

W popołudniowym słońcu, daleko w dole widzę już schronisko Scarpa 〈gwiazdka〉, lecz przede mną kolejne zwężenie żlebu, w którym trasa robi się znowu bardzo stroma.


Po kolejnych kilkunastu minutach jestem w miejscu, gdzie trasa po raz pierwszy schodzi na dno żlebu 〈poniżej ∗〉, a zboczem po lewej prowadzi szeroka ścieżka 〈błyskawica〉.

Mam mały dylemat, bo jeżeli teraz zejdę na dół żlebem, to nie będę wiedział jak dalej prowadzi ta ścieżka. Wybieram, zatem ścieżkę i idę dalej.


Jak się szybko okazało, ta ścieżka doprowadza do pierwszej stromej ścianki, po której schodzę znowu do żlebu, nieco niżej już za charakterystycznym zakrętem.

Teraz już wracam na sam dół środkiem lodowego pola na końcu, którego zatrzymuję się i robię ostatnie zdjęcie żlebu Canalone.


Nie schodziłem jeszcze tak długim i stromym żlebem. Trasa ta potrafi dać w kość każdemu. Ale czas mam dobry i widzę, że wyciąg krzesełkowy jeszcze kursuje.


podsumowanie


Nie ma zgodności w przewodnikach co do tego, które odcinki trasy zaliczyć do ferraty Stella Alpina. Jeden autor prezentuje ferratę jako wszystkie cztery przedstawione tutaj etapy.

Drugi natomiast opisując ferratę zalicza do ferraty tylko etap I i II-gi oraz opisuje dodatkowo wejście na szczyt, czyli etap III. Wtedy etap IV, czyli zejście opisany jest jako średnio trudna Sentiero Attrezzato Monte Agner.

Osobiście takie rozwiązanie uważam za bardziej trafne, gdyż odpowiada ono temu, co widać na trasie, gdzie jak zauważyłem to większa liczba osób wchodzi na wierzchołek Agnera, trasą przez żleb Canalone niż ferratą Stella Alpina.

Dlatego na samym końcu opisu, podaję klasyfikację dla chętnych do wejścia na Monte Agnera trasą przez żleb Canalone.

Via ferrata Stella Alpina

cała trasa, wszystkie etapy I, II, III, IV

◊  klasyfikacja:
   - cztero-stopniowa:
                ferrata bardzo trudna;
   - sześcio-stopniowa:
                E - dla ekspertów i bardzo dobrze znających wspinaczkę;
     - według opisu czterech parametrów:   T-3,  O-1,  F-3,  P-3;
     〈szczegółowe opisy stopni trudności są na stronie z klasyfikacją〉.

◊  specyfika - typowa ferrata szczytowa, której cała trasa prowadzi na szczyt;

◊  lokalizacja - wierzchołek Monte Agner na skraju masywu Pale di San Martino;

◊  dojście do ferraty - bardzo blisko od schroniska Scarpa, do którego można dojechać kolejką linową.

uwagi do kolejnych etapów ferraty


etap I:
  ◊  jest to część wspinaczkowa ferraty, na najbardziej stromych fragmentach całej trasy,
  ◊  ten odcinek pokonujemy tylko raz, przy wejściu,
  ◊  znajdują się tutaj co najmniej trzy charakterystyczne bardzo trudne technicznie miejsca,
  ◊  pierwsza bardzo trudna ścianka, jest z reguły barierą dla osób nieprzygotowanych,

etap II:
  ◊  to bardzo długi i nużący fragment trasy,
  ◊  ten odcinek pokonujemy tylko raz, przy wejściu,
  ◊  w letnim słońcu potrafi dać dobrze w kość i odebrać motywację do dalszej wspinaczki,
  ◊  nie lubię od tamtego czasu żółtych kwiatków, bo straciłem przez nie, nie raz cierpliwość,
  ◊  trudności techniczne są tylko na końcowym fragmencie i to klasy średniej,
  ◊  mogą jednak wystąpić miejsca z bardzo stromymi i niebezpiecznymi płatami śniegu,

etap III:
  ◊  odcinek prowadzi kopułą szczytową na sam wierzchołek, w olbrzymiej ekspozycji dookoła,
  ◊  ten odcinek pokonujemy dwa razy, przy wejściu i zejściu,
  ◊  trudności techniczne występują w rejonie Forcella Pizzon,
  ◊  ubezpieczone są tylko dwie trudne techniczne i bardzo eksponowane ścianki,
  ◊  kopuła szczytowa, tak jak każdy taki szczyt jest bardzo narażona na wyładowania atmosferyczne,

etap IV:
  ◊  jest to niezwykle stromy i średnio technicznie trudny żleb,
  ◊  wyjątkowo długi, przez co niezwykle męczący, zwłaszcza po przejściu całej trasy,
  ◊  w żlebie śnieg zalega prawie przez całe lato.

czekan brać, czy nie brać?


Najprościej można by powiedzieć, tak: kto ma niech bierze!

Proszę pamiętać również o rękawiczkach. By czekan służył prawidłowo, czyli do hamowania trzeba mieć na rękach rękawiczki, inaczej ręce zetrzemy na śniegu aż do kości, jak na tarce do warzyw lub owoców. Osobiści miałem rękawiczki na ferraty, które ubrałem dopiero pod koniec II etapu przy przechodzeniu stromego pola lodowego.

Nie używałem ich przy wspinaczce na I etapie. Skała jest tam dobra i lepiej się wspina bez rękawiczek. Potem już ich nie zdejmowałem, bo przy spoconych rękach jest to dość kłopotliwe i nie wiedziałem ile jeszcze takich śnieżnych odcinków będę miał do szczytu.

Na zdjęciach z III etapu widać było północną stronę szczytu Lastei d’Agner i potężny płat śniegu na ścianie pod samym szczytem. Moją uwagę zwrócił całkowity brak śniegu na kopule szczytowej Agnera. Nie było go nawet w rynnach i żlebikach na północnej ścianie. Natomiast gdyby był, to muszę powiedzieć, że wtedy nawet na początku lata, zdobycie szczytu byłoby niemożliwe bez raków i czekana.

warunki bezpiecznego zdobycia Monre Agnera


Góry są dla każdego, ale w przypadku Monte Agnera trzeba spełniać trzy warunki, bo czwarty nie zależy niestety od nas. Są to kolejno:
  ◊  sprawne pokonywanie bardzo trudnych technicznie, stromych i przewieszonych odcinków,
  ◊  umiejętność poruszania się w partiach szczytowych i odporność na przeogromną ekspozycję,
  ◊  bardzo dobra kondycja,
  ◊  pogoda, na którą nie mamy wpływu, ale czasami warto poczekać na ten jeden, pewny dzień.

stan zabezpieczeń


Ponieważ kilka dni wcześniej przeszedłem ferratę Tomaselli, moją uwagę zwrócił stan zabezpieczeń na Agnerze. I niestety, ale muszę powiedzieć, że nie są one w idealnym stanie, szczególnie na etapie I, czyli tym najbardziej technicznym.

Były tutaj, co najmniej dwa miejsca, w których zabezpieczenia były na tyle zniszczone, że po prostu nie gwarantowały, iż w przypadku odpadnięcia spełnią należycie swoją funkcję. Uważam, że coś takiego na feracie bardzo trudnej nie powinno mieć miejsca.

Przydało by się również, ruszyć na trasę III etapu z małym wiaderkiem czerwonej farby i co nieco odświeżyć stare i zatarte ślady na kamieniach, szczególnie robiąc to idąc do góry, a nie w drodze powrotnej.


bardzo długi powrót

ujście żlebu Canalone 〈1980m〉 - Frassene 〈1084m〉


Plany są po to by je zmieniać. Tak mogę powiedzieć w wielkim skrócie o swoim powrocie do Frassene.


Uprząż spakowana, czekanik przyczepiony do plecaka, nowa karta w aparacie założona, zatem najwyższa pora ruszać na kolejkę linową do Frassene.

Potężny żleb Canalone, zostaje daleko za mną 〈obok〉. Słońce świeci już tylko nad samym wierzchołkiem Monte Agnera.


Uszedłem tylko połowę drogi, jaką miałem do schroniska Scarpa, czyli do miejsca, w którym jest takie malutkie wzniesienie nad rozległą górską łąką przy schronisku.

 

Właśnie tam, kiedy byłem na tyle nisko, że potężna grań Agnera nic mi nie zasłaniała, zobaczyłem na wschodzie Moiazzę 〈1 i 2 zdjęcie obok〉.

Rano, kiedy szedłem do góry, nie zwracałem w ogóle uwagi na wschód i to z dwóch powodów. Po pierwsze wszystkie szczyty były oświetlone z tyłu porannym słońcem. A na dodatek, to mój wzrok przyciągał cały czas, wyłącznie Monte Agner, cel mojej wyprawy.

Jak widać na zdjęciu teraz jest inaczej. Zachodnie ściany szczytu oświetlone są pięknym, ciepłym popołudniowym słońcem. Nawet nie patrzę na zegarek, jeden krótki rzut oka na stację kolejki linowej przy schronisku i bez namysłu zrzucam plecak.

I tak to, moje archiwum wzbogaciło się o dość sporą ilość zdjęć i panoram tego wspaniałego szczytu. A jeżeli jest Moiazza to przecież musi być również Cievetta. Zaczynam chodzić po zboczu szukając dogodnego punktu z dobrym widokiem na ten szczyt, gdyż Civetta ukryła się bardziej na północy.

Ale kto szuka ten znajdzie 〈3 zdjęcie obok〉. W ten sposób, kolejne kilkanaście minut poświęcam na fotografowanie Civetty. Ruszam dalej dopiero wtedy, kiedy mam zrobioną panoramę obu tych szczytów razem 〈4 panorama obok〉.

Kiedy doszedłem do kolejki linowej, już prawie od pół godziny była nieczynna i pozamykana na cztery spusty. A w rejonie stacji, przywitały mnie tylko bardzo sympatyczne i towarzyskie koniki.

Podzieliłem się z jednym, ostatnim jabłkiem z plecaka. Teraz nie pozostało mi nic innego jak szlakiem turystycznym nr-771 ruszyć do Frassene 〈powyżej ∗〉.


Zanim szlak zniknął w lesie, robię jeszcze jedno, ostatnie w tym dniu zdjęcie Agnera.

Wierzchołek, teraz już ponad 1200m wyżej, lśni jeszcze w słońcu.


Zdjęcie Agnera nie było jednak ostatnim górskim krajobrazem z tego dnia. Miałem jeszcze niezwykłą okazję zrobić piękne zdjęcia Tamera, które niestety muszą jeszcze poczekać do następnej aktualizacji serwisu. Te wieczorne krajobrazy będą wspaniałym uzupełnieniem galerii wschody i zachody słońca.

Ostatnie zdjęcie na tej stronie, to miejsce na małą chwilę zadumy po całym dniu. Dniu niezwykłym, spędzonym w skałach i śniegu jednego z najciekawszych szczytów w Dolomitach, który na bardzo długo pozostanie w mojej pamięci.





Pod krzyżem znajduje się treść Modlitwy Alpinistów. Przepraszam, ale nie jestem aż takim dobrym lingwistą by odważyć się tłumaczyć taką modlitwę. Ale kto tam będzie, zawsze może to przeczytać nawet, jeżeli nie wszystko jest dla nas zrozumiałe, to sens brzmiących słów pozostaje ten sam.

 

podsumowanie trasy


Czas przejścia opisanej trasy:

◊   górna stacja wyciągu 〈1704m〉 - Rifugio Scarpa 〈1748m〉 - początek ferraty 〈1950m〉 - 1h 5min;
        trasa ferraty:
◊  etap I - wspinaczka pod szczytem Sass de Le Caure - 1h 45min,
        w tym co najmniej 25min to dwie przerwy na fotografowanie wspinaczy na ściankach;
◊  etap II - długi trawers wzdłuż grani szczytu Lastei d’Agner na Forcella Pizzon - 1h 35min;
◊  etap III  łącznie - 2h 10min, w tym:
        wejście na wierzchołek Monte Agnera - 55min,
        na szczycie - 45min,
        zejście ze szczytu na Forcella Pizzon - 30min,
◊  etap IV - zejście żlebem Canalone - 2h 15min;
◊   powrót do schroniska Scarpa - 1h 5min;
◊   zejście do Frassene - 1h 15min;

Dodatkowo czasu na robienie zdjęć w czasie marszu i wspinaczki nie liczę. Mój ponad godzinny powrót ze żlebu Canalone na kolejkę linową, to po prostu okazja na przepiękne zdjęcia, której nie mogłem zmarnować. Przejście tego krótkiego szlaku nie zajmuje więcej niż 20min.

Łącznie: na przejście całej trasy - około 11h.

Przejście: opisanej trasy - lipiec 2010r.

Przewodnikowy czas przejścia opisanych tutaj czterech etapów ferraty Stella Alpina to łącznie 7h, bez przerw. Nawet, jeżeli dodamy całą godzinkę na wierzchołku i kilka przerw na trasie, to zdążymy wjechać i zjechać wyciągiem krzesełkowym z Frassene.

Osobiście jednak radzę przyjechać pod Agnera dzień wcześniej i przenocować w schronisku, gdyż można na wyprawę wyjść dużo wcześniej niż wtedy, kiedy jedziemy kolejką linową.

Takie rozwiązanie, pozwoli na szczyt wejść jeszcze przed południem, a ewentualną popołudniową burzę, które latem w Dolomitach są dość powszechne, przeczekamy w rejonie chatki biwakowej. Burza przejdzie, deszcz szybko od wiatru wyschnie i bezpiecznie wrócimy na dół.

Jeżeli burza lub załamanie pogody złapie nas na I lub II etapie, to najprawdopodobniej będziemy musieli w skałach ją przeczekać i zakończyć wyprawę na przełączce Pizzon.

Nie radzę próbować ruszać z przełączki Pizzon na szczyt przy niepewnej pogodzie szczególnie wtedy, kiedy widzimy nadciągającą burzę, czy to od południa z równiny weneckiej, czy też od północy z wysokich gór. To może się po prostu źle skończyć.

Jak widać na zdjęciach w tym lipcowym dniu, w którym byłem na Agnerze pogoda była piękna i nie miała wpływu na czas przejścia całej trasy.


Chyba zapomniałem dać odpowiedź na pytanie postawione na samej górze strony. Czy zatem Stella Alpina zasługuje na swoją nazwę? Chyba,... jednak nie odpowiem na to pytanie. Nie żebym nie znał odpowiedzi, raczej uważam, że każdy powinien na to pytanie odpowiedzieć sobie sam.

Poniżej podaję klasyfikację dla wszystkich, którzy chcą wejść na wierzchołek Monte Agnera trasą przez żleb Canalone.


Sentiero Attrezzato Monte Agner

wejście żlebem Canalone etap IV oraz wejście na szczyt etap III

◊  klasyfikacja:
   - cztero-stopniowa:
                ferrata średnio trudna;
     〈szczegółowe opisy stopni trudności są na stronie z klasyfikacją〉.

◊  wyłacznie - dla osób z bardzo dobrą kondycją i odpornością na zmęczenie;

◊  specyfika - ferrata szczytowa, której trasa prowadzi na bardzo wysoki szczyt;

◊  trasę ferraty - pokonujemy w obie strony;

◊  na ferracie - brak miejsc do rezygnacji i zejścia łatwiejszą trasą.

Wyposażenie: standardowe, czyli uprząż z kompletem na ferraty oraz kask. O czekanie pisałem już wyżej.

 

Opisana trasa jest na mapie: Tabacco nr-022.

© wdolomitach.pl
strona główna